7 baardzo przyjemnych i kreatywnych rzeczy, których nauczyłam się w 2020 roku

To, że mijający rok nikogo nie rozpieszcza, jest oczywiste. Podsumowanie 2020 byłoby przykre, jeśli wziąć po uwagę plany pokrzyżowane przez światową pandemię. Kiedy zaczęłam analizować jednak drobne sprawy, którym poświęciłam czas w tym roku, doszłam do wniosku, że hej – nauczyłam się wielu fajnych rzeczy, które zostaną ze mną długo. Wiele z nich weszło w życie na stałe, jako codzienny nawyk. Które z nich już potrafisz, a które warto poznać?

1. Zapisywanie przeczytanych i planowanych książek

 

Od kiedy wykupiłam abonament w Legimi, czytam o wiele więcej książek, niż wcześniej. Uwielbiam zapach i fakturę papieru, ale dopiero ostatnio uświdomiłam sobie, jak wiele miejsca zamują fizyczne książki (a ile kosztują tutaj w Norwegii, to kompletnie inna sprawa! – więcęj o kosztach życia w Norwegii pisałam tutaj). Od kiedy czytam e-booki, które łatwo ściągnąć w każdej chwili, mam w kolejce następne pozycje, które czuję, że muszę kiedyś przeczytać. W ten sposób wiem, jaki tytuł można odhaczyć i zawsze mam coś w planie. Miesięczny abonament Legimi to koszt rzędu jednej papierowej książki w Polsce, także jest to bardzo dobra cena.

2. Pielęgnacja twarzy i włosów

 

Ten rok zdecydowanie zleciał mi na przyjrzeniu się tajnikom odpowiedniej pielęgnacji cery oraz włosów. Mam za sobą między innymi książkę „Skóra – koreańska pielęgnacja po polsku”, wiele godzin spędzonych na oglądaniu filmów na YouTube oraz kolejne kilka na testowaniu różnych marek. W kwestii włosów, zapisałam się do grupy na Facebooku oraz stałam się ogromną fanką napieknewlosy.pl. Kupiłam całe skrzynie produktów do poprawy ich stanu i nauczyłam się tylu rzeczy, że głowa paruje. Dzięki temu, wiem, jak dbać o skórę głowy, by się mniej przetłuszczała oraz co robić z buzią każdego dnia, by być zadowolonym ze swojej facjaty patrząc w lustro. Mimo wielu prób, pozostaję najwierniejszą fanką marki Dermalogica, jeśli chodzi o pielęgnacyjną rutynę. Codzienne kilkukrotne mycie, peeling, maski i kremy są dzisiaj w moim nawyku i w ogóle o tym nie myślę, a robię! I mam efekty. A pomyśleć, że kiedyś chodziłam spać w makijażu (nadal mi się to sporadycznie zdarza, ale słowo ‚sporadycznie’ to klucz!).

3. Makijaż na co dzień bez spiny

 

Właśnie, jak już przy makijażu jesteśmy – między innymi dzięki Ali Andrea i Alexandra Anele polubiłam się z kosmetykami kolorowymi. Wcześniej traktowałam codzienny make-up, jako zło konieczne i chociaż czułam się o wiele lepiej w makijażu, o tyle sporo rzeczy mi nie wychodziło i wymagało nabrania wprawy. Największym odkryciem dla mnie i obaleniem mitu jest malowanie i stylizowanie brwi. Powiedziano mi kiedyś, że ja mam tak ciemne i gęste brwi, że nie potrzeba ich malować! Matko, co za bzdury. I ja w nie uwierzyłam! Od kiedy jednak nauczyłam się posługiwać pomadą do brwi od Sigma Beauty oraz pędzelkiem NYX, nie wyobrażam sobie nie zrobić brwi. Człowiek wygląda zuuupełnie inaczej z dobrze zrobionymi brwiami, prawda?
Doszłam do wniosku, że w przypadku makijażu less is more, przede wszystkim w kontekście narzędzi i o wiele lepiej jest wydać raz 250 NOK (ok. 110 zł) na porządny pędzel do podkładu (używam Kabuki Flat Brush – polecam!) niż bujać się z jakimś tanim, który na co dzień nie sprawia przyjemności i szybko się zniszczy, a i jego działanie pozostawia wiele do życzenia.

4. Zalęgły mi się szczury!

Zmiana tematu – w 2020 nauczyłam się zajmować dwoma szczurzymi panami. Łaszka (nie pytajcie) i Szeri to dwa urwipołcie, które na stałe zamieszkały w klatce naszego salonu oraz głęboko w serduszku. Niby wiedziałam, że szczurki, jako zwierzęta domowe, są inteligentne, ale przekonałam się dopiero na własnej skórze. Bardzo zależało mi, by ta decyzja była w stu procentach odpowiedzialna i świadoma (jak na ślubie – świadoma praw i obowiązków!), dlatego najpierw poświęciłam dużo czasu na research.

 

5. Kanał na YouTube

 

W 2020 roku wreszcie zebrałam się do montowania filmów na swój kanał. Nie obyło się bez wpadek, kiedy pierwsze video wrzuciło się nie w całości, ale dzisiaj mogę przyznać, że robię to dosyć sprawnie. Z każdym filmem łatwiej mi się przygotować, by montaż i ostateczny całokształt były o wiele lepsze.
 

6. Zakładanie soczewek

 

O wiele bardziej naturalnie czuję się bez okularów i chociaż noszę je od ok. 2 lat, dopiero wizja nadchodzącego ślubu zmusiła mnie do wypróbowania czegoś innego. Kupiłam dwie paczki soczewek miesięcznych i zaczęłam próbowanie. Pierwszy raz trwał 45 minut, poleciało dużo łez oraz przekleństw. Za drugim razem poszło szybciej, bo w 25 minut. Dzisiaj wkładam soczewki w kilka sekund i nie wyobrażam sobie bez nich życia. Nobel dla tego, kto je wynalazł, poproszę!
 

7. Manualny tryb robienia zdjęć

 

Chociaż terminy przysłona, czas naświetlania czy ISO nie były mi wcześniej obce, dopiero po kursie kobiecafotoszkola.pl nauczyłam się korzystać z nich na tyle swobodnie, że przestałam się „bać” trybu manualnego. Zrozumiałam o wiele bardziej, jak działa aparat fotograficzny i dzięki temu więcej radości daje możliwość różnych ustawień, dzięki którym można zrobić między innymi takie zdjęcia:

 

 


 


 

Gdybyś miała podsumować ten rok, mimo wszystko pozytywnie – co by to było u Ciebie?