Książka Hal Elrod`a Miracle Morning została mi polecona poprzez social media i od razu się nią zainteresowałam. Czy naprawdę mogę swoje poranki wykorzystać do stworzenia wymarzonego życia? A może moje pytanie powinno raczej brzmieć: czy jestem w stanie w ogóle wcześniej wstawać niż to konieczne? Z jednej strony nakręciłam się na poradnik typu „zmień swoje życie teraz!”, bo dawno nie miałam w ręku książki w tym stylu, z drugiej, podchodziłam do jej czytania jak pies do jeża. Zaczęłam ją przeglądać i od razu pomyślałam: oho, znam ten ton. Dalej było tylko ciekawiej.
Czy ty też definiujesz siebie jako sowę? Wstawanie razem ze wschodem słońca (jeśli w ogóle można ciemność panującą do 10:00 w norweskiej zimie) kojarzy ci się gorzej, niż klaun w dzieciństwie? A może tak jak i ja nienawidzisz zarówno wcześnie wstawać jak i… biegać? Miracle Morning brzmi raczej, jak makabryczny koszmar, niż cudowny poranek? Przybijmy sobie piątkę i idźmy dalej.
Takie ogarnianie siebie trwało do 12:00, a bo to kawa, Instagram, jakiś plan dnia.. kończyłam będąc gotowa do zabrania się za rzeczy z listy właściwie prawie koło 13:00. I zamiast szczęścia, czułam frustrację. Znasz ten stan, kiedy z jednej strony masz coś cały czas na liście rzeczy do zrobienia, ale za każdym razem masz inne priorytety i trochę czujesz się jak ofiara swojego własnego braku dyscypliny? Czułam się tak dosyć często.
Bardzo mi to przeszkadzało, dlatego postanowiłam zainteresować się tematem ogarnięcia swojego życia w tym kontekście i nauczyć się… wcześniej wstawać.
To wcale nie oznacza dla mnie wyskakiwanie z łóżka o 5:00. Wciąż chodzę spać koło północy i wiem, że pięć godzin snu na dobę wykończyłoby mnie na dłuższą metę. Dlatego wstaję po prostu o godzinie 8:00, 7:30… a to zmienia całkowicie perspektywę dnia. Nawet wstanie o 9:00, zamiast 11:30 to o wiele więcej czasu na Miracle Morning i zaczęcie swoich zadań.
To, w czym zaskoczyła mnie ta książka, to fakt, że zadziałała następnego dnia. Czytałam ją pierwszy raz do późnej nocy (hurra dla wczesnego wstawania!) i zastosowałam się od razu o wskazówek i… zadziałało! Kolejny dzień rozpoczął się dla mnie zaraz po 7:00. Narzeczony wychodząc rano do pracy był w takim szoku, że mam w ogóle otwarte oczy, że aż się wrócił, by się upewnić, że wszystko jest ze mną w porządku. A ja po prostu wstałam na łóżku i zaczęłam się śmiać. Nie chciało mi się już spać.
Nigdy bym nie pomyślała, że przepis na samodzielne przebudzenie się z rana jest tak prosty i… mentalny. Ale nie będę za dużo opowiadać, po prostu podam fragment z książki:
„Krok 1: Przed pójściem spać wyznacz sobie cel
Najważniejsze, abyś pamiętał, że twoja pierwsza myśl po przebudzeniu to zazwyczaj ostatnia, jaka przyszła ci do głowy, zanim położyłeś się spać. Na przykład każdemu z nas zdarzyły się problemy z zaśniecięm, ponieważ nie mogliśmy się doczekać kolejnego dnia. (…) Z drugiej strony jeśli pomyślałeś sobie coś w rodzaju „No nie, za sześć godzin muszę wstać… Rano będę wykończony!”, wtedy twoja pierwsza myśl, gdy zadzwonił budzik, była pewnie mniej więcej taka: „O rany, już minęło sześć godzin? Nieee. Spać!” Dlatego twoim wieczornym zadaniem jest podjęcie świadomej decyzji, która zbuduje pozytywną atmosferę oczekiwania na następny dzień.”
Jak widzisz, wszystko siedzi w głowie. Niby znałam sposób działania mojego umysłu, niby stosowałam czasami podobne zabiegi, ale zazwyczaj po prostu o nich zapominałam i faktycznie ostatnią myślą bywało czasami, że na bank się nie wyśpię, nie ma mowy. A twoje życzenie jest zawsze rozkazem dla Wszechświata, a już na pewno dla twojego umysłu.
Tak naprawdę w ogóle nie musisz wcześniej wstawać. Ale jak to? Autor książki opowiada swoją historię i pokazuje, że potrzebował czasu na rozwój osobisty, bo zrozumiał, że miara sukcesu w życiu jest wynikiem tego, jakim jest się człowiekiem. Kiedy jedynie pracował, wykonywał tylko to, co trzeba, nie miał czasu by spojrzeć na wszystko z boku i poświęcić czas sobie, by ustalić priorytety, zmienić podejście, zacząć podążać w wymarzonym kierunku. Próbował dlatego poświęcać sobie czas popołudniami i wieczorami. Nie wyszło. Dlatego wybrał poranek i całkowicie odmieniło to jego życie.
W trakcie Miracle Morning możesz:
Lista nie ma końca. Tak naprawdę w ogóle nie musisz robić tego rano, ważne by robiłbyś to codziennie. Autor wybrał jednak poranek, ponieważ dla wielu osób to jedyny czas, kiedy nie muszą nic innego robić, wszyscy domownicy zazwyczaj jeszcze śpią, świat nie obudził się jeszcze do życia, a ty czujesz się o wiele lepiej, rozpoczynając dzień ze spokojem i pozytywnym nastawieniem.
Mój Miracle Morning trwa od jakiś dwóch tygodni. W weekendy go sobie odpuszczałam, w tygodniu wstaję po w okolicach 7:00 – 8:00, ale nie zawsze. Bardzo często zdarzało mi się pospać do 11:00 i po prostu sobie odpuszczałam te dni. Było ich do tej pory kilka. Nie traktuję tej praktyki jak absolutnej konieczności. Podchodzę do niej bardziej, jak do metody, która pozwoli mi nauczyć się wstawać wcześniej, niż w południe, kiedy nie muszę. Dzięki temu bardziej kontroluję swój czas, mogę wykonać zamierzone plany oraz jestem bardzo pozytywnie nakręcona po praktyce. Zaczęłam prowadzić również dziennik Miracle Morning, w którym każdemu dniowi poświęcam jedną stronę: zapisuję tam plany, afirmacje, priorytety, za co jestem wdzięczna, piszę krótkie podsumowanie, co aktualnie się u mnie dzieje. Ostatnio również doszłam do wniosku, że to idealny czas, by pisać posty blogowe! Będę z tego korzystać już od jutra.
Podsumowując, nie jestem w stanie jeszcze powiedzieć, czy Miracle Morning może zmienić twoje życie, tak jak mówi o tym Autor (wyjście z długów, założenie firmy, znalezienie miłości swojego życia, lepsze zdrowie…), muszę jednak przyznać, że metody na wybudzenie siebie z rana są skuteczne (szczególnie te z przekonaniem samego siebie, że jutro obudzę się wyspany!). Dodatkowo uważam, że zawsze warto, nawet jeśli z przymrużeniem oka, poczytać książkę typu poradnik życiowy, czy rozwój osobisty. Moim zdaniem, wnoszą one zawsze coś do naszego życia, nawet, jeśli jest to tylko, albo aż motywacja, by sięgnąć po więcej.
Książkę w postaci e-booka zakupiłam na stronie virtualo, na Facebooku możesz również dołączyć do grupy MMersów, czyli osób wdrażających w życie nawyk porannego wstawania – polecam tę pozytywną gromadkę ludzi z całego świata.