Jak odpuścić i poczuć się lepiej – 5 łatwych sposobów

To dosyć oczywiste. Najtrudniej jest odpuścić, kiedy bardzo ci na czymś zależy. Tylko, że nie masz na wszystko fizycznego wpływu. Czasami musisz odsapnąć i poczekać. Odpuścić, zapomnieć, dać sobie spokój. Jak to zrobić, gdy każda próba kontroli i tak nie działa?
 

Odpuścić sobie… co?

 

Tego faceta, do którego wzdychasz a on traktuje cię okropnie, koleżankę z pracy, która zawsze ma jakiś problem, brak planu na najbliższe miesiące, strach przed otworzeniem swojej firmy, niepewność związaną z przyszłością.

 

Odpuszczanie nie tylko sprawia, że zaczynasz przyciągać przeciwieństwo, bo wreszcie przestajesz się skupiać na czymś niefajnym. Odpuszczenie daje ci przede wszystkim święty, bardzo święty spokój, w który możesz zacząć być sobą, poczuć się lepiej i zacząć iść w przyszłość zamiast oglądać się za siebie.

 

Tę wspaniałą zależność zauważył John C. Parkin, autor książki „F**k it„, czyli zwyczajnie: pieprz to. Latami poszukiwał metody na oświecenie (cokolwiek przez to rozumiał), aż w końcu go olśniło: pieprz to. Pieprz wszystko po kolei, odpuszczaj stres i przywiązanie i sprawdź, co się stanie. Książkę polecam przeczytać, ale zanim to zrobisz, sprawdź, co ja mam do zaoferowania.

 

1. Skup się na czymś

 

Najlepiej na sobie. Odpuszczanie to rzecz, którą najlepiej zrobić skupiając się na czymś innym. To trochę tak, jak wytłumaczyć komuś, jak o czymś nie myśleć. Proste: zacząć myśleć o czymś innym. Im bardziej wciągające zajęcie, plany, cele, tym łatwiej zapomnieć i odpuścić. Im więcej przyjemności poczujesz z nowych perspektyw, tym mniej chętnie będziesz wracać do przeszłości.

 

2. Postaw siebie na pierwszym miejscu

 

Prawdopodobnie to, co chcesz puścić w niepamięć powoduje w jakimś stopniu twoje cierpienie. Co powiedziałbyś na to, że to twoje samopoczucie jest ważniejsze od jakiś cieni przeszłości albo teraźniejszości? Przecież to ty sam jesteś odpowiedzialny za swoje emocje i to ty sam wyrządzasz sobie krzywdę i osłabiasz siebie będąc nadmiernie spięty czymś, na co nie masz wpływu. Weź przykład od Pana Johna C. Parkina i … pieprz to.

 

Na tym właśnie polega wolność — na robieniu w końcu tego, czego naprawdę
chcesz. Powiedz „pieprzę to” światu, opiniom innych na Twój temat
i sprostowywaniu ich oczekiwaniom.
Jest to ta część filozofii „Pieprz to”, która powinna być realizowana przy
dźwiękach muzyki rockowej. Powinna mieć klimat ze starych reklam dżinsów
Levi’s, na których mężczyzna wjeżdża do biura na motocyklu, chwyta
dziewczynę i odjeżdża z nią przy blasku zachodzącego słońca.

„Filozofia f**k it, czyli jak osiągnąć spokój ducha”, John Parkin

3. Pojedź gdzieś

 

Nic tak nie inspiruje, daje poczucia wolności, radości jak podróżowanie. Nie musisz jednak rezerwować hotelu na Bahamach, by się inspirować. Twój święty spokój nie musi kosztować tak dużo. Czasami wyjazd na drugi koniec Polski albo nad morze może sprawić, że spojrzysz na wszystko z innej perspektywy, odpoczniesz i zrozumiesz, że nie było warto. To pewnie dlatego Marek Konrad jedzie nad Bałtyk w Dniu Świra, bo jest zbyt zmęczony. Każdy z nas czasami czuje się jak w tym gorzko prawdziwym filmie, więc można wziąć przykład z głównego bohatera wziąć.

 

4. Zmień znajomych i otoczenie

 

A jak zmiana lokalizacji, to i ludzi. Nowe rozmowy, świeże spojrzenie na temat albo w ogóle o nim zapomnienie pomaga bez dwóch zdań. Czasami wystarczy jedno zdanie z usta kogoś postronnego, by uświadomić sobie błahość swoich problemów.

 

5. Napisz o tym i zapomnij

 

A jak już naprawdę coś nie daje ci spokoju, spróbuj tego. Otwórz gmaila, następnie plik tekstowy i po prostu napisz wszystko to, co czujesz. Opisz swoją obecną sytuację. Uczucia, rzeczy, które ci ciążą. „Drogi Pamiętniku”… pamiętasz? Traktowaliśmy kiedyś pustą kartkę jak najlepszego powiernika i to wcale nie było takie głupie. Opisanie czegoś pozwala spojrzeć na rzeczywistość z innej perspektywy. Ja prowadzę swój własny „pamiętnik internetowy”, w którym co jakiś czas zapisuję swój status. To pozwala mi rozeznać się, czy podążam w wymarzonym kierunku. Po pierwsze. A po drugie uświadamia, jak bardzo błahe są małe rzeczy, które czasami wydają się tak wielkim problemem.

 

*rada dodatkowa – możesz stworzyć osobny plik z opisem wymarzonej sytuacji. Ja nie wyobrażam sobie nie posiadać zeszytu, w którym od czasu do czasu opisuję dokładnie to, czego chcę. Zapisany plan ma ogromną moc i udowodnioną skuteczność. Wierzę, że przyciąganie odbywa się wtedy z o wiele większą mocą, a ty również wiesz lepiej co robić i ukierunkowujesz się na potrzebną zmianę.
Nawet jeśli nie wierzysz w magiczne kreowanie rzeczywistości, z pewnością wierzysz, że plan spisany jest łatwiej realizować, niż ten tylko pomyślany na szybko w głowie.

 


Jestem na wielu fajnych mediach społecznościowych. Na pewno na fb z moim fanpejdżem, gdzie dzielę się nowinkami i aktualnościami (właśnie tworzę dla was swojego pierwszego e-booka), na instagramie, gdzie po prostu przepadłam i filmuję wszystko, co się da (nawet to, jak wygląda… stek z wieloryba, ale więcej na moim instastory), dołączyłam do twittera, tumblr, pinteresta… gdzie mnie nie ma? Tylko do snapa się nie mogę przekonać. Może podacie wasze, to zacznę coś wrzucać? 😉

Powiązane wpisy

  • Zgadzam się z Tobą, że podróż i wyjazd gdzieś wietrzą głowę. Zapomina się o problemach. Chłonie się nowe piękne miejsca. I odpuszcza się wiele spraw po powrocie, gdyż widzi się je z dystansu. Wróciłam właśnie z trzydniowej wycieczki do Wiednia. To tylko trzy dni, ale jakże odpoczęłam;-)

    • Heheh, no dokładnie, chociaż pewnie ogarniałaś sporo na miejscu i wcale nie leżałaś do góry brzuchem! Pozdrawiam 🙂

  • Świetny post!
    Ja mam problem z dopuszczaniem, nawet jeśli uda mi się na chwile, to zawsze wracam do starych schematów.
    Najbardziej pomagają mi wyjazdy, kocham podróżować i wiem że odkrywanie nowych miejsc nie idzie w parze z braniem kolejnego projektu na siebie…

    • Chyba sporo osób ma taki syndrom „więcej, więcej, dam radę”. Ja ostatnio mam dosyć sporo czasu z racji przeprowadzki i zmiany pracy i łapię się na myśleniu, że w pewnym sensie siebie karcę, że mam tyle „luzu”. Może nie jest to jakieś mocne, ale mam takie momenty. A później sobie przypominam, że hej hej, przecież nie jestem robotem i jak jest fajnie, to jest fajnie, nie ma co się przejmować. 😀

2016 Wszelkie prawa zastrzeżone
Projekt i wykonanie: SalesMiles.pl