Mieszkam miesiąc w Norwegii i…

Czas leci szybko. Z jednej strony miesiąc wydaje się niesamowicie krótkim okresem czasu. Z drugiej mam wrażenie, jakbym mieszkała w kraju Wikingów od lat. Masa nowych doświadczeń, zmian i nowości to jedno. Wnioski i podsumowania to drugie. Jakie są moje?

1. Zimno nie robi na mnie robi wrażenia

 

Z popołudniowej drzemki wyrywa mnie pocałunek. „Cześć! Widzę, że potrafisz już spać w mrozie!”.

 

„Jakim mrozie?” – rzucam szybko. Przestałam nawet zauważać, że jest chłodniej. To stało się dla mnie standardem.

 

Kaloryfer w pokoju służy do utrzymywania optymalnej temperatury do życia, to znaczy… 19°C. Już nawet go sama nie zwiększam.

 

W 15-stopniowym mrozie latam w bluzie. Kiedy temperatura przekracza 0 stopni, pierwsza myśl: oho, robi się ciepło! Ostatnio chodziłam w krótkim rękawku przy 2°C. Nie mówię, że poszłam tak na spacer albo do sklepu, ale bardziej, że nie zrobiło to na mnie większego wrażenia.

 

 

 

Praca w renholdzie sprawdziła, że doceniam to, że ma się dwie minuty na kawę albo pięć na spojrzenie w telefon czy jedną, by spojrzeć za okno. Dziadkowie powtarzali: ucz się, ucz, nie będziesz musiała sprzątać. Szach mat. Mgr farmacji na mopie melduje się. 👌💪🏻W tym momencie 15h zmiana w aptece wydaje się łatwizną. W ciągu poprzedniego tygodnia sprzątnęłam więcej niż w ciągu całego życia. 🤣♥️No, ale. Praca w Norwegii po tygodniu pobytu to ogromny sukces. Staram się to doceniać za każdy razem. Pierwsza praca na umowę (legalnie) w Norwegii jest NIEZBĘDNA by dostać numer personalny, bez którego nie założysz konta w banku, nie pójdziesz do lekarza… Nic nie zrobisz. Początki zawsze są ciężkie. Mi i tak (podobno) idzie rewelacyjnie. 🗯💯Powoli, do celu 😉 #renhold #norway #work #workgirl #afterwork #zagranico #magisternamopie #workhard #sleephard #polishgirl #jobb #førstjobb

A post shared by Andżelika Bieńkowska (@gethappy.pl) on


 

W wielu domach prawdziwych Norwegów w sypialni nie znajdziecie nawet niczego, co może dawać ciepło. Jest taka temperatura, jaka akurat jest i już. To oznacza czasami kilka stopni powyżej zera, ale kto by się tym przejmował.

Teraz boję się, że umrę z gorąca, gdy polecę na wakacje do Tajlandii.
 

2. Tęsknię za ludźmi

 

W ogóle.

W całej Norwegii mieszka nieco ponad 5 milionów osób (dane na 2016 rok). W Polsce… powyżej 37 milionów. Albo spójrzmy na to inaczej: gęstość zaludnienia w Polsce to ponad 120 osób na kilometr kwadratowy. Tutaj… 15. Różnica? Ogromna!

 

Dla kogoś, kto jest przyzwyczajony do ludzi na ulicach, w restauracjach i centrach handlowych to dosyć szokujące odkrycie, że to, co dla dajmy na to takiego Poznania zwykły dzień w centrum, tutaj to absolutny szczyt ilości osób, które cię otaczają.

 

Przyłapałam samą siebie na tym, że chciałam pójść do knajpy dla samego faktu siedzenia wśród ludzi.

 

Fajnie było słyszeć na około siebie wesoły gwar jedzących osób w tle i poprzebywać w towarzystwie wielu nacji z całego świata (oczywiście głównie Polaków).
 

3. Przyzwyczaiłam się do uprzejmości i spokoju

 

Dla każdego, kto wylatuje z Polski do innego kraju dosyć ciekawe wydaje się to, że każdy jest… miły.

 

Pani w sklepie, inni pracownicy, ludzie na ulicy: każdy się pozdrawia albo co najmniej uśmiecha.

 

Oczywistym jest to, że wszędzie każdy jest otwarty i pozytywnie nastawiony. Nawet, jeśli ma coś do ciebie, chce cię upomnieć albo coś wytknąć, mówi to w milszy sposób, niż pani polskim warzywniaku pytając o rodzaj jabłek.

 

Inna sprawa to taka, że oprócz uprzejmości wszystko zawsze jest brane na spokojnie.

 

Podobno nasza zwykła polska rozmowa dla Norwegów brzmi jak kłótnia. Oni mówią bardzo spokojnie, powoli i żaden problem nie jest na tyle duży, by się z jego powodu stresować.
 

4. Nadal przeliczam na złotówki

 

…ale już mniej. Bluzka za trzysta złotych? Rękawiczki za dwieście albo pietruszka za 60 za kilogram? Żaden problem.

 

Na początku nie rozumiałam, co to znaczy, że mieszkanie kosztuje dwa i pół. Dwa i pół czego? Dwa i pół miliona koron. Kiedy podzielisz na dwa, dostaniesz cenę polską.

 

Oczywiście, że zarabia się stosunkowo więcej, zatem wkład własny w mieszkanie kosztuje tutaj tyle, co mieszkanie w Polsce.

 

Nadal czasami o tym myślę, ale już mniej. I bardzo mi się to podoba.

5. Wciąż nie mam konta w banku

 

…więc prawie nic nie mogę zrobić.

 

W Norwegii króluje płatność bezgotówkowa. Istnieją nawet podobno miejsca, w których już nie zapłacisz fizycznymi pieniędzmi.

 

Konto w banku otrzymujesz dopiero, kiedy dostaniesz pierwszy, tymczasowy numer (coś w rodzaju PESELU). Ten dostaniesz dopiero, jak dostaniesz kontrakt z pracy. Do tego czasu pierwszą wypłatę musisz przekierować na czyjeś norweskie konto.

 

Jestem już umówiona na wizytę w odpowiednim urzędzie, w którym po weryfikacji mojego kontraktu (umowy o pracę) oraz potwierdzenie mieszkania przy danym adresie (od właścicieli mieszkania) otrzymam pierwszy numer. Potem będę mogła założyć konto w banku. Nie będę miała do niego jednak dostępu z poziomu strony internetowej – to jest dostępne przy numerze stałym, który otrzymam za kilka miesięcy.

 

Zakręcone prawda?

 

6. Cieszę się z każdej interakcji z Wami

 
Mimo intensywnej nauki norweskiego i pracy, mam sporo czasu i zapału, by zajmować się blogowaniem. Cieszy mnie każdy komentarz, reakcja oraz relacja, w którą z Wami wchodzę.

 

 

 

Miło mi będzie, jeśli dacie znać, jak Wam się podoba, to co tworzę tutaj, na fanpage`u, czy na instagramie.

 

Może jest coś, co by Was interesowało, bym stworzyła, lub opowiedziała na live na fb lub instagramie – dajcie znać!

Powiązane wpisy

  • Ciężko mi uwierzyć, że przyzwyczaiłaś się do chłodu. U mnie chyba nigdy by to nie przeszło, jestem strasznym zmarzluchem. Widzę, że bierzesz udział w kursie Jasona. Dobrze zainwestowane pieniądze! Jestem bardzo zadowolona – to co mówi rozjaśnia w głowie.

    • angela

      Uwierz mi kochana, ja też w to nie mogę uwierzyć.
      Tak, tak! Biorę! I jestem bardzo zadowolona. Jestem w połowie i efekty faktycznie są konkretne.
      Fajnie, że też go robisz. Już skończyłaś?

    • Też sama nie umiem w to uwierzyć. Ale jakoś daję radę. 😀
      Tak, dokładnie, bardzo dużo mi daje. Myślę, że będę do niego często wracać. Wdrażanie jego rad jest proste i co najważniejsze, skuteczne. Ty już zrobiłaś cały? 🙂

  • “Nawet, jeśli ma coś do ciebie, chce cię upomnieć albo coś wytknąć, mówi to w milszy sposób, niż pani polskim warzywniaku pytając o rodzaj jabłek.“ Zrobiłaś mi tym dzień – to refleksja którą mam po wizycie w wielu krajach :/ Czemu Polacy są tacy :(((

    • angela

      Nie wiem 🙁
      Tutaj nieważne gdzie idziesz i z jaką sprawą, każdy jest bardzo uprzejmy i zachęcający.
      Nawet jak się nie mówi po norwesku, czy ma się jakąś sprawę, każdy jest miły na tyle, że wychodzisz z sytuacji z miłym uczuciem, nawet, jeśli coś poszło nie po twojej myśli.
      To coś, co zdecydowanie można przenieść do Polski.

      Aż teraz się boję jak się poczuję, gdy wpadnę do kraju i po dwóch godzinach będę zestresowana zakupami w markecie. 😀 Ale tak może być. Bo każdy się spieszy i patrzy spode łba. Nie ogarniam.

    • Naprawdę sama nie wiem. Chciałabym, by było inaczej. 🙂 A gdzie były te podróże? 🙂

2016 Wszelkie prawa zastrzeżone
Projekt i wykonanie: SalesMiles.pl