Mój sposób na naukę języka obcego – jak uczyć się szybko i efektywnie?

Nauka nowego języka sprawia, że poszerzasz horyzonty. W pewnym sensie stajesz się innym człowiekiem. Też masz wrażenie, gdy mówisz w innym języku, stajecie się trochę inną osobą? Nasze słownictwo definiuje nas. Wiele osób marzy o nauce języków. Gdy się ich pyta, czego chcą w przyszłości, mówią: podróże i nauka języków. Ale coś ta nauka im nie idzie. Jak sprawić, by szła?

 

Spójrzmy prawdzie w oczy. Jesteśmy istotami LENIWYMI. Bez odpowiedniej motywacji, narzucenia dyscypliny, chęci i też możliwości (jak czasu i pieniędzy) będziemy szukać zawsze wymówek, by nie uczyć się języka. Jeśli nie planujesz wyjazdu do innego kraju, albo w nim nie mieszkasz; jeśli chcesz się uczyć, bo po prostu fajnie brzmi to hasło, albo żeby znaleźć sobie jakieś hobby… może być trudno. Dlatego przede wszystkim musisz odpowiedzieć sobie na pytanie: po co mi nauka języka? I kiedy będę go używać? Bo jeśli się okaże, że użyjesz go może raz w roku na wakacjach albo w grze pomoże on ci zabić potwora, motywacja może okazać się za mała. Dlatego proponuję…

 

1. Zapisz się na lekcje języka

 

Jeszcze nigdy nie słyszałam, żeby ktoś nauczył się języka od podstaw sam z siebie, oglądając YouTube albo czytając odmianę nieregularnych czasowników. Bez przysłowiowego bata będziesz uczyć się nieregularnie, a kiedy spotkasz obcokrajowca, przestraszysz się i nic nie wydukasz. Być może nowe słówka pomogą ci w odczytaniu menu na urlopie albo w zabookowaniu hotelu, ale jeśli chcesz po prostu mówić po innemu, to może okazać się za mało.

 

Znajdź nauczyciela i zapisz się na korepetycje. Jeden na jeden. Po prostu.

 

Chodziłam na angielski od chyba ósmego roku życia. Zawsze to były zajęcia grupowe. I chyba tak, jak każdy napotkałam na ten sam problem: BAŁAM SIĘ MÓWIĆ. Umiałam słownictwo, umiałam gramatykę i opowiedzieć o trybach warunkowych. Kiedy spotkałam Amerykanina, paraliżował mnie strach. Nie potrafiłam poprosić nawet o zrobienie zdjęcia.

 

Dopiero lekcje metodą Callana, na których siedzisz i gadasz przez godzinę, otworzyły mnie na moje pokłady słownictwa.

 

2. Jeśli chcesz mówić w obcym języku, to mów… dużo mów!

 

Dlatego bardzo ważne jest, żeby jeśli chcesz się dogadywać, po prostu stawiać na ten aspekt.

 

Poinformuj swojego nauczyciela, że najbardziej zależy ci na płynności mowy. Poproś, by podczas lekcji gadał do ciebie tylko w tym języku. Codzienne życie to nie wypracowanie na temat sensu Unii Europejskiej, a proste opowieści. Jak było w szkole, co się wydarzyło w pracy, jaka była pogoda i co zjadłeś na obiad. Nauczysz się mówić o tym i jesteś w domu.

 

Po za tym nic tak nie motywuje, jak wydawanie kilkuset złotych miesięcznie na lekcje, podczas których brak zadania domowego na pewno wyjdzie na jaw. Narzucenie sobie regularności i kogoś, kto będzie pilnować twoich postępów i profesjonalnie wytłumaczy ci dziwne idiomy, to absolutna podstawa moim skromnym zdaniem.

 

3. Otocz się językiem

 

Wejdź na fejsa, w ustawienia telefonu i laptopa. Przestaw język na ten, który ci się marzy. Voilà, za chwilę mimochodem nauczysz się masy słówek.

 

Spróbuj znaleźć znajomych, którzy mówią w tym języku. Albo Miłość Życia. 😉 Wtedy podobno idzie samo.

 

4. Polub nowy język

 

Jeśli będzie ciebie interesować nowa kultura, super serial, piosenki, sztuka czy kanały na YT „po obcemu”, zaczniesz się uczyć przez przypadek. Będziesz nie tylko poznawać inny sposób postrzegania świata ale też świetnie się bawić, a idiomy, potoczne wyrażenia czy nawet przekleństwa wejdą same z siebie.

 

Ja byłam dosyć sceptycznie nastawiona do serialu SKAM po norwesku. Nie wiem sama czemu. Kiedy zaczęłam go oglądać, całkowicie wciągnęła mnie kontrowersyjna historia o młodzieży z Oslo, która ma swój świat i całkiem poważne oraz aktualne problemy. Nawet jeśli nie chcesz się uczyć norweskiego, polecam ten serial tak po prostu. Znajdziesz go np. na CDA z polskimi napisami.

 

Fy fæn, den er jævlig bra! (Ja pierdziele, jest cholernie dobry! – takich potocznych słówek nauczyłam się najpierw z pierwszych odcinków).

 

 

5. Przygotuj się, że to zajmie czas

 

Dużo czasu.

 

Tak jak wszystko, potrzeba będzie na pewno trochę kasy, jeśli chcesz wziąć nauczyciela oraz miesiące i lata nauki. W zależności od twojego aktualnego poziomu, motywacji i regularności będziesz poświęcać na to kilka godzin tygodniowo.

 

Czy warto? Czy chcesz? Jeśli naprawdę ci zależy, myślę, że odpowiedź jest oczywista. A umiejętność – absolutnie bezcenna!

 

Mi dojście do podstaw norweskiego, kiedy potrafię pogadać o pierdołach i rozumieć sens tego, co Norwegowie mówią zajęło ponad pół roku nauki lekcji dwa razy w tygodniu.

 

Oczywiście, nie żałuję. Teraz bez tej umiejętności dla mnie ani rusz. No i nie wyobrażam sobie też nie mówić po angielsku.

6. Później idzie już z górki 

 

Uświadom sobie, że tylko początek jest ciężki. Czujesz się jak debil mniej więcej cały czas podczas nauki podstaw i zapominasz  w kółko tych samych słówek.

 

Im więcej umiesz, tym łatwiej uczyć się dalej, a postępy są bardzo motywujące. Kiedy zrozumiesz kilka linijek tekstu piosenki, dogadasz się z obcokrajowcem w restauracji albo wydukasz kilka zdań na lotnisku, zrozumiesz w czym moc. Poczujesz się jak superbohater.

 

Później idzie już z górki też dlatego, że jeden opanowany język jest ogromnym ułatwieniem w nauce kolejnego.

 

Fakt, że znam angielski sprawia nie tylko, że od razu pamiętam masę norweskich słów, które są identyczne, ale też, że mogę w niego „uciec”, kiedy nie rozumiem, co kto do mnie mówi.

 

Znam też siebie i wiem, jakie metody się u mnie sprawdzają.

 

A Wy? Marzycie o jakimś języku? Uczycie się właśnie jakiegoś albo jesteście dumni ze swoich postępów? Dajcie znać! 

 


Na moim Instagramie znajdziesz więcej zdjęć z mojej codzienności, szczególnie w instastory. A na fejsa wrzucam często historyjki, tłumaczenia znanych mówców w zakresie prawa przyciągania albo piszę, co mi akurat przyjdzie do głowy. Fajnie będzie, jak wpadniesz się zapoznać 🙂

Powiązane wpisy

  • Ewa Elodie Maligranda

    Wszystko sie zgadza. Kazdy punkt przerabialam z hiszpanskim. Tylko nie mialam „nauczyciela” ani lekcji. Za to caly czas gadalam z ludzmi na fb i skype i interpals po hiszpansku. Z przyjaciolka pisalam maile. 8h dziennie pisalam sobie slowka i zwroty i po pol roku gdy bylam w Argentynie to ludzie lapali sie za glowe ze wszystko rozumiem. Wyjazd do danego kraju to taki skok na glowke. Mi sie udalo pieknie. Oczywiscie czulam sie czesto jak glupek ale nabralam bardzo duzo dystansu do swojej osoby. Teraz czuje wielka satysfakcje mieszkajac w innym kraju i dajac sobie swietnie rade ze wszystkim. Pozdrowienia z Chile ♥

    • Hehehe. U mnie jest podobnie. Każdy mówi: to ile czasu mieszkasz w Norwegii. A ja, że miesiąc. Wtedy zapada krępująca cisza, że jakim cudem mówię komunikatywnie po takim okresie. Oczywiście później od razu dodaję, że uczę się od maja 2017 i że mam lekcje z nauczycielką 😀
      Ja właśnie idę do pracy do knajpy, w której mam mówić po norwesku (gdzie normalnie po angielsku nikomu nie przeszkadza). Ale sama chciałam pracy z nauką, to sobie teraz mam. Ah pozdrawiam i cieszę się! 🙂 Kiedyś musimy się odwiedzić.

  • Bea Wu

    hej. 🙂 właśnie zaczynam naukę norweskiego. może polecisz coś jeszcze oprócz SKAM? Jakieś książki, kanały na yt?
    Pozdrawiam. 😉

    • Kanał na YT to na pewno https://www.youtube.com/channel/UCbrUYR892qBNQyY3DEqfTBg – Karense 😀 Jest bardzo prostym językiem (po norwesku) tłumaczone zastosowanie różnych wyrażeń 🙂
      Książki… mam swoje takie gramatyczne/do nauki. Na pewno Ny i Norge, Troll i ord, Stein på stein – znajdziesz je na chomiku (sama stamtąd ściągałam).
      Na początku można skorzystać z appki DuoLingo do nauki słówek.
      Jak mi coś przyjdzie do głowy, to jeszcze dopiszę.
      Seriale to na razie póki co właśnie SKAM, próbowałam oglądać też Vikingene (parodia Vikings) ale nie przemówiła do mnie. Może do Ciebie przemówi 😀

      • Bea Wu

        Dziękuję. heh, ciekawa jestem jak to pójdzie. Norweski to taka ciekawa mieszanka językowa.

        • Na początku mi się sporo kojarzyło z angielskim, teraz już trochę mniej, ale fajnie pomaga znajomość niemieckiego i angielskiego właśnie. Później już się bardziej uczy ichnich słów. Właśnie jestem na etapie, że czuję potrzebę poszerzenia słownictwa, bo to do dogadania się staje się „za mało”. 🙂

2016 Wszelkie prawa zastrzeżone
Projekt i wykonanie: SalesMiles.pl