chcesz masz

Dlaczego coraz większe chcenie oddala pragnienie od realizacji?

Jeśli kiedykolwiek obserwowałeś świat, musiałeś już dawno zauważyć pewną ciekawą zależność. To ona powoduje, że kobiety i mężczyźni umawiają się na randki, dostają super prace albo wygrywają konkursy jakby od niechcenia. Nie starają się, nie proszą o sukcesy. Po prostu one same do nich lgną. Co to za czary?!

 

Jeśli kiedykolwiek również wpadła ci (przypadkiem bądź nie) do rąk książka „Dlaczego mężczyźni kochają zołzy”, musiałeś natknąć się na te słowa:

„I to właśnie ten luz okazuje się najbardziej urzekający. To coś jest seksowną postawą co-mi-tam. Zołza nie tylko nie pragnie rozpaczliwie go zdobyć, ona nawet nie jest na nim przesadnie skoncentrowana.”

 

 

W tym kontekście chodzi oczywiście o relacje damsko-męskie a zasada powszechnie nazywa jako „miej wyj**ane, a będzie ci dane” odnosi się do tworzenia związków, ale można ją zastosować do całego swojego życia.

 

Można się jednak nieźle zakręcić. Natrafiasz na prawo przyciągania, cieszysz się, że masz pragnienie, które chcesz zrealizować. Zabierasz się za jego realizację i…jakim cudem masz przestać chcieć?! Co jest złego w tym, że czegoś pragniesz?

 

Otóż w samym pragnieniu nie ma nic złego. Nie mogę zgodzić się z Buddą, że cierpnie kończy się tam, gdzie zaczyna się brak pragnień. Przepraszam bardzo, ale jesteśmy umiejscowieni w rzeczywistości, w której nawet sam nasz instynkt nie pozwoli nam spać, jeśli nie jesteśmy najedzeni, czy spragnieni. Powiedzmy to raz, a dobrze: chcenie jest dobre. To ono utrzymuje nas w tym życiu.

 

Ale nie możesz dostać tego, czego mocno i desperacko pragniesz, bo… stwierdzasz wtedy, że tego nie masz. Ale jak już dzisiaj tyle cytujemy, zajrzyjmy do najlepszej w moim mniemaniu książki o prawie przyciągania i w ogóle przemianie duchowej ever, czyli Rozmowy z Bogiem (tutaj część druga, Neale Donald Walsch).

 

 

B: Jesteś przecież istotą twórczą – uczynioną na obraz i podobieństwo Boga. Możesz mieć, cokolwiek
wybierzesz. Ale nie możesz mieć wszystkiego, co chcesz. W gruncie rzeczy nie dostaniesz niczego, jeśli chcesz tego mocno.

N: Wiem. To również wytłumaczyłeś mi w części pierwszej. Powiedziałeś, że pragnienie czegoś odsuwa
od nas tę rzecz.

B: Tak, a czy pamiętasz dlaczego?

N: Ponieważ myśli są stwórcze. Myśl o tym, że czegoś chcemy, jest oświadczeniem wobec wszechświata
– stwierdzeniem prawdy – którą wszechświat potem wprowadza do mojej rzeczywistości.

B: Dokładnie! Trafiłeś w sedno! Nauczyłeś się jednak. Rozumiesz. To świetnie.
Tak właśnie to działa. Z chwila, gdy wypowiesz słowa “Ja chce” (czegokolwiek), wszechświat
odpowiada “Zaiste chcesz” i zsyła dokładnie to doświadczenie – doświadczenie “chcenia” tego!
Cokolwiek umieścisz po “Ja”, staje się stwórczym nakazem. Dżinn w butelce – którym jestem Ja – nie
może nie wykonać polecenia. Ja stwarzam to, co ty przywołujesz! Ty przywołujesz to, co myślisz, czujesz i mówisz. Nic prostszego.

 

Im bardziej desperacko pragniesz, tym bardziej stwierdzasz brak. Im bardziej nie potrafisz żyć bez danej rzeczy, czy osoby, tym bardziej niewerbalnie krzyczysz, że nie jesteś w pełni wartościowy bez czegoś (wstaw dowolne). Dlatego najlepiej przyciągać rzeczy… ignorując je.

 

Są więc dwa warianty: albo potrafisz chcieć, bez stresu i desperacji – wtedy sobie chciej i ciesz się oczekiwaniem; albo nie potrafisz tak: za każdym razem, gdy o tym myślisz, wkurzasz się, że jeszcze nie masz – wtedy musisz włączyć tryb: the f*ck i give went that way.

 

To motyw stary jak świat. Że przestajemy czegoś chcieć i to się dzieje. Najczęściej zaobserwujecie to we wstępnych fazach związków. Wasz świat przestaje się kręcić w okół drugiej osoby i nagle eureka! Wszystko zaczyna się układać.

 

Nie namawiam, by przestać chcieć angażować się w swoje związki, czy ignorować potrzebę zmian, którą każdy z nas odczuwa. Są jednak takie pragnienia i marzenia, o których samo myślenie nas boli, bo nigdy nie udało nam się ich zrealizować. No cóż, im więcej tego nieprzyjemnego odczucia, tym bardziej oddala się manifestacja.

 

Co jest kluczem do zrozumienia różnicy pomiędzy desperackim pragnieniem a radosnym chceniem i oczekiwaniem?

 

Kluczem są… emocje. Potrafisz rozróżnić, kiedy chcenie nowej kiecki jest pozytywnie nacechowane albo kiedy jej komuś zazdrościsz i życzysz, by spłonęła w ogniach piekielnych przy najbliższej okazji. Słowa niby są te same, ale uczucia zgoła inne.

 

Kluczem jest odnalezienie złotego środka, który dla każdego może oznaczać coś innego.

 

Dla mnie tym kluczem jest oczekiwanie i pragnienie do momentu, w którym zaczynam się irytować z powodu braku. Jeśli takowy zauważam, a mogę coś poradzić w postaci działania: po prostu sama to ogarniam. Jeśli niestety nie mam bezpośredniego wpływu, staram się temat omijać w swojej głowie albo spokojnie przetłumaczyć sobie, że na wszystko jest czas a ja zawsze otrzymywałam to, czego pragnęłam. Zazwyczaj pomaga.

 

A co z rzeczami, których pragniesz i to desperacko, ale kurczę, tak jakby nie możesz bez nich żyć? Np. nie możesz już dłużej patrzeć się na siebie w lustrze albo brakuje ci kasy… na przetrwanie na przykład? Zamiast odpuszczać, przystąp do działania. O wiele większy stres będziesz odczuwać próbując sobie wmówić, że wszystko jest ok, podczas gdy nie jest i po prostu nie umiesz tego nie zauważać (bo burczy ci w brzuchu albo twoja zadyszka nie pozwala przejść kilkunastu metrów). Zajmij się swoim tu i teraz i spróbuj coś ogarnąć, cokolwiek pomoże ci przejść do porządku dziennego i zyskać trochę ulgi oraz siły do działania.

 

A jeśli czekasz na coś już baaardzo długo i to wciąż jeszcze się nie pojawia, musisz zrozumieć że powód jest tylko jeden: więcej czasu spędzasz na dostrzeganiu braku, niż cieszeniu się obecnością. Jak ją poczuć? Wyobrażaj ją sobie, opowiadaj innym, jak będzie, poszukaj zdjęć i ciesz się nimi. Nie ma możliwości, by kiedyś nie otrzymać tego, o czym tak bardzo marzysz. 


Jeśli chcesz się ze mną bliżej poznać, to możesz zajrzeć na mojego Instagrama, na którym obecnie ćwiczę urocze zdjęcia w świątecznym klimacie i zabawę instastory. A na fejsa wrzucam coś, co akurat zasługuje na coś więcej niż obrazek, ale mniej, niż na cały blogowy wpis. Miło mi cię będzie poznać!

2016 Wszelkie prawa zastrzeżone
Projekt i wykonanie: SalesMiles.pl