nieszczescia

Masz prawo do nieszczęścia

To nie fair. Nazwałam bloga: stań się szczęśliwy. I co? W którą stronę iść? Ja ci powiem: tę, którą w aktualnym odczuwasz, za najlepszą. I jeśli w tym momencie jest to danie upustu swoim złym emocjom – lepiej iść tą drogą, a szczęście, które pojawi się później przeżyć w całości.

 

Kiedy byłam małą dziewczynką przeczytałam dużo książek ze słowem „pozytywny” w tytule. Wszystko miało być pozytywne: myślenie, działanie, twoja twarz, kiedy wstaje z rana. Chłonęłam to, bo tak bardzo potrzebowałam przepisu na sukces, przepisu na przyjaciół, przepisu na bycie sobą, lubiącą siebie, wyrażającą siebie z wolnością.

 

Później jednak taka nie byłam. Dobre momenty przeplatane były tymi złymi. Momenty radości wchodziły pomiędzy chwile desperacji, płaczu i trawiącej złości. Przeżyłam to wszystko i dałam sobie upust. Nie kryłam swoich emocji. Nie udawałam, że jest tak pozytywnie, jak w książkach. Pokazywałam, że nie jest dobrze i to w pewnym przewrotnym sensie dało mi szczęście. Szczęście i wolność do bycia sobą.

 

Sporo też pracowałam nad sobą. Przeżyłam wiele razy emocje, które we mnie były i nadal są. Pisałam listy, które paliłam. Wyobrażałam sobie, jak robię krzywdę osobom, do których mam żal tylko po to, by chwilę później poczuć, że to niszczy całą mnie. Robiłam wiele ćwiczeń od nowa wciąż odtwarzając nagromadzone emocje, aż w końcu poczułam, że to koniec.

 

STOP.

 

Bo istnieje bardzo cienka granica pomiędzy przeżyciem negatywnych emocji, a katowaniem się nimi. Bardzo cienka granica pomiędzy wyrzuceniem z siebie tego, co nas trapi a narzekaniem. Bardzo cienka granica pomiędzy przypomnieniem sobie, bólu, by go odpuścić a przypominaniem sobie bólu, by dalej go odczuwać teraz, bez powodu.

 

Oczywiście, że mamy prawo być nieszczęśliwi. Mamy prawo nie być pozytywni w każdym momencie życia. Założyłam  bloga o takiej, a nie innej nazwie, bo wierzę, że szczęście to wybór, a stan ducha, jaki wtedy mamy przyciąga do nas wszystko, czego chcemy  i potrzebujemy. Ale nie mam w żadnych sensie na myśli, by katować siebie poczuciem winy, kiedy mamy ochotę uciec przed światem i nie wrócić. Dopóki taki stan to sprawa chwilowa, nie ma czym się martwić. Jesteśmy tylko ludźmi, którzy czują i są wrażliwi. Mamy prawo tacy być.

 

Kiedy bycie nieszczęśliwym to coś przewlekłego? Wtedy potrzebna będzie pozytywna filozofia. Lekkie narzucenie sobie pozytywnego podejścia, to coś, co sprawi, że zaczniemy czuć się lepiej i zauważymy, że to jest to, czego chcemy. Miałam taki okres, kiedy przewlekle byłam nieszczęśliwa. Wydawało mi się, że nic nie może tego zmienić. Powtarzałam sobie jak mantry różnie afirmacje. Powoli, acz skutecznie przeradzały się w przekonania – bardzo pozytywne zresztą. Nie mówię, żeby wmawiać sobie, że jest super, jak nie jest. Ale można przecież trochę poszukać dobrych stron, spotkać się ze znajomymi, zmienić otoczenie. Jeśli to nic poważnego – to powinno pomóc.

 

Świadome, acz konsekwentne zmienianie nastawienia potrafi zdziałać cuda. Książki o tym, jak to zrobić, sprawiają, że dajesz sobie radę i czujesz różnicę. Czy od razu? Czy po jednej, dwóch? Nie. Czasami będzie trzeba latami je czytać, by coś zmienić. Czy nie warto? Oczywiście, że tak.

 

To, co mnie zawsze ciekawiło, to mój potencjał. Potencjał innych ludzi. Potencjał, który drzemie, a który rozbudzony, zaczyna powoli kwitnąć i nabierać kolorów. Potencjał, którego obudzenie wymaga czasu, trochę pracy i skupionej intencji.

 

Czy nigdy nie ciekawiło cię, kim możesz się stać? Czy nigdy nie fascynowało cię, jak możesz żyć, jeśli czemuś poświęcisz chwilę uwagi? Jak bardzo dobrze możesz się czuć sam ze sobą, jeśli poświęcisz uwagę samemu sobie? Ile możesz osiągnąć, jak często będziesz mógł spojrzeć wstecz i uśmiechnąć się do siebie, że dałeś radę?

 

Momenty głębokiego nieszczęścia są wpisane w nasze życie. Nie możesz tylko pozwolić, by uniemożliwiły ci spełnianie twojego pełnego potencjału. Musisz zamienić je w stopnie, po których wejdziesz na sam szczyt. 

 

 

2016 Wszelkie prawa zastrzeżone
Projekt i wykonanie: SalesMiles.pl