woman-506120_1280

Zluzuj majty, Siostro

Panuje ostatnio moda na wysokie wymagania w stosunku do facetów. To dobrze – jestem zdecydowanie zwolenniczką wysoko postawionej poprzeczki. Jedyne, co mnie martwi, to traktowanie innych jak na zawodach, w których wygrywa najlepszy a kobieta jako sędzia sprawiedliwy tylko siedzi i się przygląda, jak inni walczą o jej względy. Przecież, żeby coś dostawać, trzeba też dawać.

 

I nie do końca kobieta ma dawać to, co pierwsze w takim zdaniu przychodzi na myśl.

Bo często scenariusz ma się następująco: dajmy na to w miarę przeciętna kobieta, ale taka ambitna i z planami szuka kogoś na stałe. Nie żeby jakoś aktywnie, ale cokolwiek nie przydarzy się na jej drodze zostaje z góry do dołu ocenione. Negatywnie. Że ubranie nie takie, że mógłby być kaloryfer a ostatnie wakacje na surfingu przy Gold Coast. Później się takie dziwią, że nidgy nie mogą znaleźć kogoś idealnego dla siebie.

 

Uwaga. Odkrywam Amerykę. Ideałów nie ma. Szok? Niedowierzanie? No nie do końca. Bo bardzo często zaraz za zdaniem: ja wymagam sporo, powinno być pytanie: czy tego samego wymagam od siebie i to realizuję?

 

Oczywiście, że super związek czeka na ciebie gdzieś tam, hen w oddali. Oczywiście, że na niego zasługujesz. Ale zluzuj majty, siostro.

 

Bo człowiek jest tylko człowiekiem. Ludź ludziem. Ty tak samo nim jesteś.

Dlatego czasami wejście z kimś we wspaniały związek będzie się wiązało z wybaczeniem sporej ilości spraw. Z odpuszczeniem i zaakceptowaniem. Z zapomnieniem kim się było x lat temu. I także, a jakże, ze spojrzeniem prawdzie w oczy, czyli: jeśli sama wymagasz mega sylwetki – sama taką posiadasz?

 

Nie mówię, że czas się umartwić, wybrać pierwszego lepszego i później cierpieć, cierpieć, cierpieć. Chodzi bardziej o to, że jak Mrs Right pojawi się na horyzoncie, to zapomnisz o liście idealnych cech. Po prostu kochasz. I wtedy będzie tobie ciężko odpowiedzieć na pytanie: za co go kochasz? Bo to nie będzie racjonalne. Zdecydowanie jednak to będzie prawdziwe. I ty będziesz to czuć całą sobą.

 

Czas odwrócić pewną kwestię do góry nogami.

 

To nie jest tak, że ktoś jest idealny, więc go kochasz. Ty kochasz go, więc on staje się idealny.

 

Byłam tam. Byłam w miejscu, w którym idąc na randkę miałam w głowie listę cech, które lubię, a które absolutnie odrzucają kogoś w przedbiegach. Myślałam, że jestem taka fajna. Ale przecież zamiast iść na spotkanie z człowiekiem by stworzyć relację, szłam, by sprawdzić, czy ktoś wpasowuje się do mojej szalonej listy must-have. To bez sensu, nie sądzisz?

 

Często wejście z kimś w związek będzie się łączyć z rozłąką, nie-idealnymi warunkami, jakimiś kwestiami formalnymi albo problemami. Staniesz twarzą w twarz z kimś, kto odzwierciela ciebie. Nie jest nam łatwo czasami spojrzeć sobie w oczy. Ale to nie o to chodzi, że jak taki moment się zdarza, to to koniec, nie może tak być i do widzenia.

 

Teoretyczna łatwość zawarcia związku (ze względu na internetowy dostęp do setek tysięcy wolnych i chętnych do bliższej relacji osób) sprawia trochę, że możemy zacząć siebie traktować przedmiotowo. A to do niczego dobrego nie zawiedzie.

 

Po prostu to poczujesz, że to ten i wtedy ewentualne przeszkody zamiast być końcem świata staną się… romantyczne. Odległość? Inna narodowość? Kompletnie odmienne zainteresowania? Jak was ciągnie do siebie, to ciągnie. I jeśli będziecie chcieli w codziennym życiu akceptować i szanować drugą osobę, nic nie stoi na przeszkodzie do szczęścia.

 

Zanim więc zaczniesz kogoś poznawać po prostu odpuść szukanie w nim cech, których teoretycznie poszukujesz. Założę się, że większość osób, które są w szczęśliwych związkach, gdyby dostało opis swojej drugiej połówki nie znając jej powiedziałoby, żeby puknąć się w czoło, bo się z nią NIGDY nie umówią. A jednak. Ślubują sobie miłość i wszystko jest git.

 

Zanim więc staniesz się taka surowa dla drugiego człowieka w ocenie, upewnij się, że po pierwsze: sama swoje wymagania spełniasz, a po drugie: czy dajesz sobie prawo do bycia nieidealną sobą? Twoja druga połówka będzie też tego chciała dla ciebie i dla siebie.

 

Zluzuj majty, Siostro. Nie po to, by dać je sobie ściągnąć, ale po to, byś poczuła się wygodniej w swojej skórze i pozwoliła drugiej osobie na to samo.

  • Weszłaś na grząski grunt 😉 Ale polubiłem Cię za to jedno zdanie: ” Przecież, żeby coś dostawać, trzeba też dawać” :) Chociaz ja uważam, że idealne proporcje w zwiazku to 60% tego „dawania” powinno być po stronie faceta 😉

    • Wiem, że weszłam. Stąpam po nim niepewnie. Ale takie jest moje zdanie i spostrzeżenia :) To BAAAARDZo subkietywne sprawy, ale może komuś się spodobają 😉

2016 Wszelkie prawa zastrzeżone
Projekt i wykonanie: SalesMiles.pl