ukradlmarzenia

Zdelegalizować coaching i rozwój osobisty?

Na różnych etapach życia potrzebujmy innych bodźców. Ciekawi nas różna literatura, programy, tematy. Chyba dla każdego na którymś etapie przychodzi zainteresowanie sensem życia. Jeśli miałeś przerąbane w dzieciństwie – będzie to dosyć wcześnie. Jeśli nie – pomyślisz nad tym po pięćdziesiątce. Natkniesz się wtedy na „rozwój osobisty”. Czy naprawdę potrzeba go zdelegalizować?

 

Britney Spears w podstawówce. Krótkie spódniczki w gimnazjum. Biblioteka na studiach. Co je łączy? Pewna etapowość. Jako dzieci słuchaliśmy piosenek o złamanych sercach, bo zakochiwaliśmy się w dwadzieścia sekund, kiedy on patrzył na nas dłużej niż na wszystkie inne dziewczyny na dyskotece. Zakładałyśmy krótkie spódniczki później, bo czułyśmy się takie dorosłe i chciałyśmy, by on zakochał się w nas tak samo, jak my w nim. Na studiach musieliśmy przetrwać, a jedynym miejsce, gdzie dało się uczyć kilkanaście godzin dziennie bez przeszkód była biblioteka. Czy dzisiaj słuchasz Britney Spears? Czy dzisiaj zakładasz krótkie spódniczki? Chodzisz do biblioteki? Nie wiem. Może. Wiem jedynie, że każda z tych rzeczy ma sens ale tylko wtedy, gdy z niej korzystamy, bo jest pewnym etapem.

 

Kiedy życie toczy się bezstresowo, robimy wszystko jak inni. Nie wychodzimy poza ramy tego, co robi rodzina i rówieśnicy. Czasami dopadają nas egzystencjalne pytania, ale nie ma sensu na nie odpowiadać – w domu zjesz dobry obiad a później pograsz na konsoli. Wszystko jest ok. Twoje życie nie zależy od odpowiedzi na nie.

 

Zaczynamy dopiero szukać rozwiązań, kiedy pojawią się problemy. Zaczynamy się interesować tym, jak osiągać cele, kiedy nam nie wychodzi. Jak być szczęśliwym – kiedy nie jesteśmy. Jak myśleć o porażkach, kiedy ponosimy ich całkiem sporo. Nikt nie uczy nas tego w szkole, rodzice nie mówią tego bezpośrednio.

 

Motywacyjne teksty, z których moda na ciśnięcie beki stała się ostatnio bardzo popularna, mogą pomóc. Na pewnym etapie. Dla osób, które nigdy nie miały większych problemów niż wybór piwa na piątkowy wieczór, a ich świat kończył się, kiedy budzili się z kacem w sobotę rano tego typu teksty nie powodują niczego więcej, niż lekkiego uśmiechu na twarzy. Dla kogoś, kto nie ma żadnego wsparcia, za to poważne problemy, z którymi nie może sobie poradzić takie materiały często pomagają przetrwać albo po prostu pomyśleć, że dasz sobie radę.

 

Czy nigdy nie pomogła tobie piosenka? Kiedy coś nie szło, jak powinno albo wymagało nadludzkiej odwagi? Nigdy nie śpiewałeś czegoś, co sprawiało, że miałeś ciarki i dzięki temu wiedziałeś, że sobie poradzisz? Problem znikał a ty czułeś, że dzisiaj jest nowy początek.

 

Tak samo mają osoby, które korzystają z motywacyjnego „bullshitu„. Dzisiaj, a może i jutro i jeszcze przez trzy lata będą go potrzebować. I nikomu nic do tego.

 

Ja też tego kiedyś potrzebowałam. To sprawiało, że mogłam oddychać. Dzisiaj niektóre teksty mam w sobie. Nie myślę o nich świadomie, ale znam je i wiem, że tworzą mojego podejście do życia. Część z nich stało się moimi przekonaniami, które kierują moimi decyzjami (no, może poza „to ferrari czeka, byś do niego wsiadł”).

 

Dzisiaj cisnę bekę razem ze zdelegalizować coaching, czy z matuszem coachingu lub regresem osobistym. (Kiedyś nawet byłam po drugiej stronie – ciśnięto bekę z nas podczas MeetPRO właśnie na fp zdelegalizować coaching…) Znam te klimaty, co sprawia, że umieram ze śmiechu. Mam do tego dystans. Ale wiem też, że są osoby, które tego potrzebują. Oraz takie, które żyją z tego, że są prawdziwymi coachami.

 

Tak jest ze wszystkim – jeśli za medycynę zabierze się ktoś bez wykształcenia, stworzy ziębomowę. Jeśli za coaching zabierze się ktoś, kto nigdy nie otworzył podręcznika do psychologii – wyjdzie nam tekst o ferrari. W każdym zawodzie możemy znaleźć Januszy, którzy na fali mody chcą stać się ekspertami i zabierają się za budowę dachu bez wylania fundamentów.

 

Czasami jednak wszystko, czego potrzebujemy, to promyk nadziei, zmiana nastawienia i energia do działania. Albo kilka godzin poskakania pod sceną z Anthonym Robbinsem w Poznaniu. Każdy z nas czasami takiej inspiracji potrzebuje – jedni znajdą ją w dobrej piosence, inni w dziale z książkami o nazwie „poradniki”. I jeśli daje ci to szczęście oraz pomaga żyć zdrowo i radośnie – rób to i wydawaj na to pieniądze i nikomu nic do tego.

 


 

Czasami rozwojowe teksty uda mi się wrzucić na mojego instagrama, więc jeśli jeszcze nie wiesz, kto ci ukradł marzenia, możesz zacząć mnie obserwować tutaj. Jeśli dasz radę, więcej tego typu treści znajdziesz na FP bloga – dzięki z góry za kliknięcie lajka :)

2016 Wszelkie prawa zastrzeżone
Projekt i wykonanie: SalesMiles.pl