mental-health-2211182_1280

5 rzeczy, których nie znosi każdy farmaceuta

Dla jednych jesteś jak lekarz, do którego nie musisz się ustawiać w kolejce, a poradę cenisz bardziej niż kogokolwiek innego. Dla innych jawisz się jako zwykły kasjer, który musi zrobić wszystko najlepiej teraz i od razu, bo jak nie… no właśnie. Każdego dnia pracy w aptece każdy farmaceuta oraz technik farmaceutyczny ma ochotę wyjść i nie wrócić. Ludzie są różni, a obsługując codziennie spokojnie ponad setkę nich każdy z nas ma czasami ochotę się zwolnić albo… napisać taki wpis jak ten. Czego najbardziej nie możemy zdzierżyć w pracy z niektórymi pacjentami?

 

Diagnoza 1: Pospieszanie

 

…chrząkanie, stukanie palcami w blat, komentowanie i wszystkie inne oznaki niecierpliwości.

 

Nikt nie lubi być popędzany, szczególnie, kiedy zajmuje się czymś, co wymaga skupienia. A takich rzeczy codziennie jest cała masa.

 

Czy wiesz, że w trakcie realizacji recepty nie szukamy po prostu tylko leków w komputerze, ale również obliczamy dawkę, sprawdzamy dostępność w hurtowni, upewniamy się do co uprawnień pacjenta, szukamy wszystkich kodów, podpisów na receptach refundowanych albo po prostu próbujemy odszyfrować co lekarz miał na myśli? – i to wszystko na raz. Czasami nie da się tego zrobić w ciągu kilkudziesięciu sekund.

 

To, co w tym wszystkim jest najważniejsze, to nie sam fakt popędzania, ale to, że wtedy bardzo łatwo o pomyłkę.

 

Lekarstwo?

Olewamy, skupiamy się na swojej pracy albo nawet jeszcze bardziej zwalniamy dla zasady. Nie ma pośpiechu. Bo jak będzie, to zapłacimy w najlepszym przypadku stresem. W najgorszym pacjent swoim zdrowiem.

Podczas gdy do lekarza ludzie w kolejce potrafią czekać kilka godzin (albo lat), proszę, postójmy w kolejce trzy minuty dłużej w aptece.

 

Diagnoza 2: Skąpstwo

 

Czyli „w aptece obok mają taniej!”.

 

Tu będzie krótka piłka. Jeśli tak, to proszę tam iść. Czy płacąc za wizytę u lekarza skarżysz się, że u Kowalskiego obok jest taniej? Droga wolna, nikt nie kazał tobie kupować akurat tutaj.

Lekarstwo?

Uśmiechamy się i wzruszamy ramionami. Wdanie się w dyskusję wcale nie obniży cen twoich leków, tylko zniszczy twój humor na cały dzień a ta osoba, no cóż, i tak pewnie już do ciebie nie wróci. Wyjdzie z apteki z oburzona i będzie tylko niszczyć życie kolejnym spokojnie pracującym ludziom w innych miejscach.

 

Diagnoza 3: Wyłudzanie leków na receptę bez niej

 

 

Naprawdę nie robi na nas wrażenia historia o zapomnianych lekach na nadciśnienie, tego, że w Rosji jest to bez recepty albo, że ktoś doniesie receptę, bo… nie doniesie. I jeśli myślisz, że jesteś wyjątkowym przypadkiem, zgadnij ile takich osób codziennie próbuje to zrobić. Prośba o chociaż jedną tabletkę albo listek wcale nie polepsza sprawy (że niby jak ja później sprzedam podzielony lek refundowany?!). Wydawanie leków na receptę bez niej grozi utratą prawa wykonywania zawodu. Niestety nic na to poradzić nie mogę, chociaż bym chciała. Czasami naprawdę współczuję sytuacji, ale póki co, prawo jest takie, a nie inne.

Ps. A jeśli obok wydają zawsze bez recepty, to dlaczego próbujesz zrobić to właśnie u nas?

 

Lekarstwo?
Naucz się mówić „nie” z uśmiechem na twarzy.

Diagnoza 4: Roszczeniowość

 

W tej kwestii traktowani jesteśmy jak kelnerzy w restauracji. Kiedy danie nie jest dobre, cały żal przyjmuje Bogu ducha winny kelner. Lekarz jest kucharzem, my wydajemy „danie”. Ilość pomyłek, jaką można zrobić na recepcie czasami jest niewiarygodna i dlatego każdemu zdarza się pomylić, ale wylewanie na nas żalów o błąd lekarza jest nie na miejscu.

 

Przyjęcie takiej źle wypisanej recepty na przykład na zniżkę zamiast na sto procent sprawia, że będziemy musieli dołożyć z własnej kieszeni do tego interesu albo iść i poprawiać receptę u lekarza. Naprawdę mamy swoje życie po pracy i inne rzeczy, na które chcemy wydawać pieniądze.

 

Lekarstwo?

Asertywność. Wyjaśnić spokojnie, co jest nie tak i co trzeba poprawić, na co zwrócić uwagę na przyszłość, wyrazić ubolewanie, ale nie przyjąć. Chyba, że lubisz w wolnym czasie wycieczki do gabinetów lekarskich.

 

I na koniec, moje ulubione, czyli:

Diagnoza 5: Niezdecydowanie i ogólny nieogar

 

P: Da mi Pani coś na przeziębienie…
F: Ale co się dzieje? Kaszel? Katar? Gorączka?
P: Nie wiem, po prostu na przeziębienie
F: Tabletki, czy może coś do picia?
P: Żeby pomogło…
F: Mogę zaproponować preparat XYZ do picia.
P: Ale to jest dobre?
F: Tak, pomaga na katar i działa przeciwgorączkowo.
P: Ale ja nie mam gorączki.

(zaczynasz się gotować, ale uśmiechasz się dalej)

F: Ale również pomoże na ogólne złe samopoczucie.
P: A to może da mi Pani to zielone pudełko.
F: Proszę, to będzie razem 19,99.
P: Tak drogo? To może na saszetki?
F: Proszę bardzo – jedna saszetka 1,99.
P: Ile muszę wypić takich?
F: Trzy razy dziennie…
P: To ja jednak całe wezmę.

(samo pisanie tej rozmowy mnie zmęczyło – może przerwijmy w tym miejscu)

Myślę, że łapiesz, co mam na myśli.

Lekarstwo?

Weź głęboki oddech i pomyśl o weekendzie (jeśli nie masz dyżuru). W najgorszym przypadku po prostu przekonaj delikwenta do swojej opcji wymieniając trudne słowa, takie jak: dekstrometorfan, działanie przeciwzapalne oraz bardzo wysoka skuteczność terapeutyczna.

Jeśli tego nie zrobisz sytuacja może wyglądać podobnie do tej: 

 

A u Was? Czego nie potraficie zdzierżyć w swojej pracy, bez względu, czy przychodzi do Was klient czy pacjent? 


Staram się nie żyć tylko pracą, dlatego bloguję i robię inne fajne rzeczy. Możecie je podejrzeć na moim Instagramie, na fanpejdżu tutaj, albo nowo-odkrytym Snapchacie. Dzięki!

2016 Wszelkie prawa zastrzeżone
Projekt i wykonanie: SalesMiles.pl