haha

4 rady, które chciałabym dostać idąc na studia

Studia są jak inkubator. Pozwalają tobie na istnienie w świecie dorosłych, zanim jesteś gotów, bo twoje przetrwanie możliwe jest głównie z pomocą zewnętrznych czynników, jak mieszkanie, czy kasa od rodziców. To świetny czas, by lepiej zacząć swoją dorosłość oraz przeżyć rzeczy, których już nigdy nie będzie chciało ci się zrobić, gdy zaczniesz być dorosły naprawdę.

 

1. Miej przyjaciół

 

Studia to taki świetny czas, kiedy masz dostęp do co najmniej setki osób z samej racji tego, że po prostu należysz do swojego roku. Wszystkich was łączy wspólny cel: zdać. Dzielicie się notatkami, narzekacie na nawał nauki, spotykacie na wykładach i poprawkach. Uczycie się wspólnie godzinami jednocześnie tworząc prawdziwe, mocne więzi przyjaźni, które będą gotowe przetrwać lata. Nic tak bowiem nie zacieśnia znajomości, jak zawalona nocka z powodu ostatniego terminu egzaminu, czy opiekowanie się pijanym kumplem, kiedy wreszcie zaliczył trzeci rok.

 

Później czasu będzie mniej, a i wszyscy będą mieli już swoje drugie połówki, znajomych bliższych i dalszych albo po prostu własne dzieci. Czas skraca się do niezbędnego minimum i aby twoje życie towarzyskie kwitło, musisz naprawdę wybierać priorytety, bo nie jesteś w stanie poświęcać swojego czasu każdemu, komu byś chciał, bo fizycznie przestaje być to możliwe.

 

2. Angażuj się

„Don`t be passive. Be active.

Jeśli cokolwiek miałabym wynieść z niektórych obowiązkowych ale niekontrolowanych wykładów naszej uczelni, to właśnie to zdanie, które wspaniałomyślnie zapisałam jako pierwszą linijkę w zeszycie na wykłady na drugim roku. Nie będę mówić, kto je wygłosił, ale mogę was zapewnić – miał rację.

 

Tak się składa, że robienie tego tylko, co wszyscy nie wystarcza, jeśli jest się ambitnym i oczekuje się czegoś więcej od życia – a za takie mam osoby, które czytają mojego bloga. 

 

Na pewno przy twojej uczelni są stowarzyszenia, organizacje, koła i cała masa innych zorganizowanych grup. Zawsze dobrze też jest też poszukać w swoim mieście innych spotkań, typu Toastmasters (nauka przemawiania publicznego). Studia to idealny czas, żeby uczyć się wszechstronnie, szukać swoich koników, poznawać ludzi z każdej branży. Nie tylko ogarniesz wiele miękkich umiejętności, które są potrzebne w pracy wszędzie, ale też poznasz prawdziwych ludzi, którzy później być może będą twoimi przyjaciółmi, partnerami w pracy czy… szefami.

 

Jeździj na konferencje, organizuj je, ucz się ile wlezie i bierz na siebie różne zadania. Myślisz, że później będziesz o tym marzyć, gdy wrócisz po ośmiu/dziesięciu/dwunastu godzinach z pracy (niepotrzebne skreślić)? Poza tym, jak już nigdy później takie rzeczy są po prostu dla ciebie albo tanie, albo darmowe. Dodatkowy język na uczelni, kurs jogi, czy wyjazd do stolicy organizowany przez uczelnię? Bierz, jak leci. Wiem, że kasy może wydawać się mało, ale podejrzewam, że wciąż możesz liczyć na drobną pomoc rodziny i nie myślisz o spłacie kredytu, więc ucz i baw się dobrze

 

3. Traktuj naukę na luzie

 

Gdzieś po drodze w trakcie naszej edukacji zgubiliśmy sens odkrywania. Nauka przestaje być dla nas zabawą i radością poznawania nowego świata a staje się bardzo uciążliwym obowiązkiem. W zależności od tego, co studiujesz, pamiętaj: to i tak jest na razie na niby. To znaczy nikomu nie stanie się krzywda, gdy się pomylisz albo po prostu odkryjesz inny sposób na zrobienie czegoś inaczej.

„Nie odniosłem porażki. Po prostu odkryłem 10 000 błędnych rozwiązań.”

 

Nie ważne, czy te słowa na pewno powiedział Thomas Edison próbując wynaleźć żarówkę, czy nie. Chodzi o podejście do swoich potknięć. Póki co, te na uczelni są po to, byś nie popełniał ich w życiu zawodowym albo przynajmniej umiał sobie z nimi poradzić, jak już się pojawią. Nie mówię teraz, by zawalać każde zaliczenie, ale nie starać się traktować  z większym przymrużeniem oka oceny (chyba, że potrzebujesz ich do stypendium 😉 ).

 

4. Rób swoje

 

I na koniec…

 

Nigdy nie pozwól, żeby nauka i uczelnia stała się tak sytym daniem głównym, że brakuje ci miejsca na deser. Pamiętaj, że deser trafia nie do żołądka, ale prosto do serca, więc powinieneś na niego mieć zawsze miejsce.

 

Studiując dziennie przez 5 lat możesz mieć sporo na głowie, ale w pewnym momencie staje się to rutyną.  Zatem podróżuj (bo łatwo jest się zwolnić albo przynieść zwolnienie, kiedy masz ochotę na dłuższą majówkę), ucz się innych rzeczy (jak języki – nie wiesz, czy pozostając w Polsce nie będziesz ich potrzebować – ja w swojej aktualnie korzystam z każdego, jakiego kiedykolwiek się uczyłam: polskiego, angielskiego, norweskiego, niemieckiego, hiszpańskiego a nawet… rosyjskiego) i nie przejmuj się, że nie dasz rady ze studiami – bo dasz. Później będziesz po prostu sto razy w lepszy w organizacji czasu, dyscyplinie, wymaganiach wobec siebie.

 

A ty? Jesteś już po studiach i dodałbyś coś do tej listy? A może właśnie zaczynasz i masz jakieś pytania? 

2016 Wszelkie prawa zastrzeżone
Projekt i wykonanie: SalesMiles.pl