_mg_31441

Prawo Przyciągania Wymarzonego Partnera

Miłość. Napisano o niej już wszystko, wszystko wokół się niej kręci, czy tego chce, czy nie. Nie odkrywam więc Ameryki twierdząc, że każdy z nas jej chce, potrzebuje i dopiero, gdy ją w sobie ma czuje się naprawdę szczęśliwy. Ale odkrywam być może Amerykę dla wielu mówiąc, że może ona przybrać formę, jaką tylko sobie można zażyczyć. Włączając w to wymarzonego partnera.
 

Przysięgam. Na palcach obu dłoni nie zliczyłabym osób, które znam osobiście bądź z opowieści znajomych, którzy dosłownie wymyślili sobie kogoś, z kim chcą iść przez życie. Opisali ich wygląd, zachowanie, podejście do kluczowych kwestii. Narysowali tę osobę słowami, albo dosłownie. Zrobili sobie z niej vision board. Wyobrazili sobie i… przyciągnęli. I do dzisiaj zbierają szczękę z podłogi, jak bardzo odpowiada prośbie jednocześnie przewyższając nawet ją samą. Ale jak to?

 

Tak to. Przyciąganie partnera, a więc generalnie miłości zaczyna się od jednej i podstawowej zasady, bez której wszystko inne – tak jak deser bez obiadu – będzie ciężkostrawne.

 

Zgadnij więc, co będzie bazą. Obiadem. Mięskiem (albo w moim przypadku tofu). Tak, pewnie już wiesz. 

To…
 

1. Danie główne – Ty sam!

 

Nie ma absolutnie żadnej możliwości w tych Wszechświecie, żebyś stworzył związek, który będzie jakkolwiek czymś innym niż twoja własna relacja z samym sobą.
 

W sumie, całą część o przyciąganiu partnera mogłabym pominąć, bo on sam się przypałęta, jak tyko zrozumiesz, że podstawową i jedyną najlepszą relacją w twoim życiu będzie ta z samym sobą.
 

Lubię cytować serial The Suits, więc nie omieszkam również tym razem: „Czy pamiętasz uczucie, jakie miałeś, kiedy byłeś dla pewnej osoby zrobić absolutnie wszystko, bo tak mocno ją kochałeś? Cóż, uczyń tę osobę samą sobą i żyj długo i szczęśliwie.” Ktoś powinien zrobić kubki z tym cytatem, bo to, czego przede wszystkim brakuje osobom, które desperacko pragną romantycznej miłości to bezustanne przypominanie im co rano, że już znalazły osobę, z którą spędzą resztę życia till death do you part – czyli samych siebie. Dosłownie.

 

Jeśli więc szukasz miłości, przestań. Spójrz w lustro. Serio.
 

Każdy z nas zna przynajmniej jedną taką osobę, która szuuuuuka miłości. Dwie godzinny dziennie poświęca na mazanie kciukiem po monitorze w lewo (dobrze wiesz, o czym mówię) w poszukiwaniu Tego Jedynego/Tej Jedynej. Kiedy idzie na imprezę, pierwsze pytanie, jakie zadaje: będzie tam ktoś wolny? A kiedy zagłębia się w czeluści fejsa, to tylko po to, by dobrze przejrzeć zdjęcia i czy jednocześnie te dobre są powiązane ze statusem: single – bo a nuż! I gdy uda się kogoś wyhaczyć, umawia się na randki wyobrażając sobie już wspólny ślub nie dając drugiej osobie nawet chwili na polubienie siebie. Bo od razu ma kochać. Od razu.
 

Nikt z nas nie chce nikogo wybrakowanego, takiego, kto to potrzebuje ciągłego zapewniania drugiej osoby o swojej wartości.
 

Weź kartkę i długopis, napisz na górze strony: co ja kocham robić? Jaki jestem? I odpowiedz sobie szczerze. Później zacznij to robić. Rzuć się w wir odkrywania samego siebie. Zjednaj się z tą wibracją samego siebie – wskocz do Vortexu, czyli energii tego, kim naprawdę jesteś – szczęścia. Wiesz – get happy. Bo to energia, która przyciąga jak szalona, bez twojej świadomej ingerencji. I kiedy będziesz pełny samego siebie, pełen piękna wewnętrznego, pewności siebie i odwagi do bycia osobą, którą jesteś, gdy nikt nie patrzy nawet przy innych wtedy możemy rozmawiać o zabawie z Prawem Przyciągania.
 

2. A co na deser?

 

Ciacho! Jakie wolisz?
 

Wiele osób mówi do mnie: Andżelika, jak przyciągnąć taką i taką osobę? Oczywiście, przyciąganie konkretnej osoby jest możliwe. Jak najbardziej. I znam sporo przypadków osób, którym się to udało z całą pewnością. Tak samo jak z przyciąganiem osoby z twojej listy marzeń tak samo z osobą, o której właśnie teraz myślisz – jest to absolutnie możliwe.
 

Pamiętaj, jeśli wszechświat jest w stanie dać ci pragnienie – jest w stanie całkowicie je zrealizować. Jeśli umiesz się dopasować do jakiej wibracji, to będziesz mieć dokładnie to, co się znajduje w jej zakresie w rzeczywistości. Jest tylko warunek. Po pierwsze – pokochać siebie najmocniej jak się da. Po drugie – być szczęśliwym, a jeśli dalej kogoś usilnie szukasz to… patrz punkt pierwszy. Bo nawet jeśli przyciągniesz tą osobę i będziecie razem to bardzo możliwe, że ponieważ dalej potrzebowałeś jej desperacko do dopełnienia twojej istoty to dalej będziesz nieszczęśliwy. Roszczeniowy. I cholernie toksyczny. A to dupa, nie związek.
 

Załóżmy jednak, że faktycznie ułożyłeś relacje z samym sobą bardzo dobrze. Lubisz swoją twarz, nawet jeśli rano wygląda jak poorane pole i śmiejesz się z własnych słabości oraz naprawdę robisz, to co lubisz – przejdźmy do konkretów. Co masz zrobić?
 

#Stwórz Listę
 

Tak. Chociaż brzmi to dosyć śmiesznie dla wielu ludzi, pisanie o osobie, z którą chce się być – to naprawdę działa! Jest na to setki dowodów w postaci doświadczeń. Zresztą, co ci szkodzi. Sporządź więc listę cech, jakie chciałbyś widzieć w swoim idealnym partnerze. Jeśli lubisz rysować, narysuj go albo was razem. Wolisz pisać opowieści? Świetnie, napisz, jak wygląda Wasz poranek, robienie zakupów, praca wypoczynek, obiad u teściów. To, co czujesz.
 

Jedni swoje listy cech palą. Inni wyrzucają. Cała reszta trzyma je gdzieś schowane głęboko. Polecam tą ostatnią metodę, bo osobiście bardzo lubię czytać o manifestacji, jak jeszcze była w fazie pomysłu a dziś jest fizyczną rzeczywistością.

 

#Act, as if

 

Alias „fake it till you make it”. Czyli zachowuj się, tak jakby. Niektórzy poprzez to rozumieją zrobienie miejsca w szafie na drugą osobę, kupienie drugiego kubka do kawy. Spanie po drugiej stronie łóżka, bo przecież na pierwszej śpi wyimaginowana osoba (za chwilę będzie miała włosy, fajną talię i imię).
 

Kup sobie zeszyt i pisz sobie wasze wspólne rozmówki. Wyobrażaj sobie, jak wspólnie idziecie na randkę albo kup sobie ładną bieliznę, bo za chwilę będziesz mieć okazję jej używać i tak dalej. Dosłownie możesz zrobić cokolwiek Ci przyjdzie do głowy, co sprawi, że poczujesz się choć trochę, jakbyś już z kimś był. Ostatecznie skończysz z dodatkową parą seksownych stringów, w których będziesz się świetnie czuć.
 

#Odpuść
 

Najtrudniejszy, najbardziej niezrozumiany etap każdego przyciągania.
Bo ty nie masz odpuszczać marzenia tylko spinę, że się jeszcze nie zrealizowało!

 

Innymi słowy – dalej żyć swoim życiem. Kiedy przyjdzie myśl: gdzie on się podziewa, skontrować ją: przyjdzie, to przyjdzie, teraz zjem sobie dobre sushi. Kiedy ktoś zapyta: to kiedy dzieci? – odpowiedzieć: będą, to będą. Na takim etapie dalej należy trzymać się tego, że życzenie sobie wyrażone i naprawdę jest w realizacji, dopóki nie staniesz mu na drodze swoim zauważaniem, że jeszcze się nie zrealizowało.
 

To działa trochę jak tama na rzece. Energia już płynie w kierunku realizacji twojego marzenia. Kiedy zauważasz „hej, ale gdzie ono jest?” – to spuszczasz tamę na swojej rzece. Nie chodzi o to, że takie myśli coś cofają. Bardziej stawiają opór. Blokują przepływ. Kiedy więc marudzisz, czujesz się źle albo próbujesz coś na siłę przyspieszyć – wtedy uniemożliwiasz realizację prośby. A tego przecież nie chcesz, prawda?

 

Tak naprawdę na temat przyciągania miłości można napisać książkę.
Zaraz, przecież kilka takich już powstało włącznie z opisanymi metodami, sposobami i technikami. A że większość z nich czytałam z chęcią opiszę w kolejnym wpisie konkretne sposoby na to, by wymarzona miłość była nie tylko miłym wyobrażeniem, ale również przyjemną fizyczną rzeczywistością, która siedzi obok i cię rozprasza podczas czytania mojego posta.

2016 Wszelkie prawa zastrzeżone
Projekt i wykonanie: SalesMiles.pl