Dobij Mnie, Teraz

Czasami po prostu tak jest. Wstajesz i może wydawać się, że dzień zwyczajnie jest dobry ale zaczyna się czymś niemiłym i potem jest już tylko gorzej. I kiedy myślisz, że gorzej być nie może – bo jedna rzecz za drugą wprowadza cię w czeluści okropnego samopoczucia – pojawia się kolejna. I wiesz co? Trzeba wtedy się poddać. Ale nie przekonaniu, że jest się beznadziejnym. Raczej temu, że jest jak jest i jak człowiek masz od czasu do czasu prawo do tego, by czasami być na maksa smutnym, sfrustrowanym i złym.

 

Człowiek jaki jest – każdy widzi. Codziennie bombardowany zadaniami, odpowiedzialnością, deadline`ami, pewnymi normami zachowań, swego rodzaju powinnością do bycia zawsze zadowolonym. Tylko, że czasami zwyczajnie się nie da. Nie dlatego, że nie jest to możliwe – ale dlatego, że zwyczajnie czasami zdrowo jest poczuć się złym czy smutnym. Dlaczego? Zamknij oczy. Wyluzuj. Czujesz? To uczucie odpuszczanej kontroli nad wszystkim i wszystkimi.

 

To co, Andżelika? Gdzie Twoje GetHappy? – mogliby zapytać niektórzy. Blog o dosyć oczywistym przesłaniu z tak dziwnym wpisem, może wytrącić z równowagi. Czyż nie jesteś szczęśliwa przez kilka godzin swojego życia? – Otóż, czasami nie czuję się idealnie. Co nie zmienia jednak faktu, że jest to bardzo krótki epizod.

 

Główną ideą tego bloga jest pokazanie, że szczęście to nawyk. Decydowanie się na dobre myśli to wybór. Ale również poddanie się od czasu do czasu tym negatywnym to objaw zdrowego podejścia do swojego zdrowia psychicznego. Chroniczne przeżywanie destrukcyjnych emocji na co dzień nikomu jeszcze nie przysporzyło dużo szczęścia ani zdrowia. Ale pozwolenie sobie raz na kilka tygodni na upust zgromadzonej złości już tak. A dołowanie się non-stop, wstając każdego dnia myśląc: o nie, znów muszę żyć – nie nazywa się szczęściem. Psychiatrzy nazywają to depresją.

 

Dlatego – można się zdołować od czasu do czasu. Konstruktywnie. Z radością powiedzieć: walę to, wychodzę. Nie ma mnie. Serio. Mam dość. Takie odpuszczenie kontroli i odpowiedzialności od rzeczy, które w ogóle nie są ważne przynosi ulgę, jaką znają tylko ci, którzy potrafią z całą mocą powiedzieć: pieprzę to – i się tego trzymać.

 
Istnieje teoria, filozofia, podejście pewnego kolesia (John C. Parkin), który medytując wiele lat w poszukiwaniu wewnętrznego spokoju odnalazł je w słowach… fuck it. Po prostu odpuścił. Znalazł ukojenie. W swojej książce „F**k It Therapy” przekonuje, że warto powiedzieć, ładnie przetłumaczone na język polski „pieprzę to” wielu sprawom.

 

Fuck it swoim związkom? Tak – jeśli naprawdę ci na kimś zależy, nie odpuścisz miłości, a złość. A jeśli nie – nie było warto, znajdziesz kogoś innego. Karierze? Tak samo – odpuścisz udawanie kogoś, kim nie jesteś a jeśli to nie droga dla ciebie – poczujesz ulgę i zajmiesz się czymś innym. Przykłady można mnożyć. Polecam gościa oraz książkę. Tak mi się przypomniało, w temacie odpuszczania.
 

Bywa, że czasami jesteśmy wkurzeni i to porządnie. I dopóki ta złość pozwala na wytyczanie zdrowych granic, odpuszczanie chorych wymagań oraz nalanie sobie szklanki wódki z colą, by po prostu odpuścić – proszę bardzo. Czasami sama mawiam: kill me now. To, co chcę by było zabite to jednak nie ja sama – a zbyt duże przejmowanie się totalnym pierdołami.
 

Dlatego – wyluzujmy po prostu. Dobijmy w sobie spinę. Załóżmy luźne sandały i pozwólmy łzom płynąć albo słowom wyrazić złość.
 

Na zdrowie!

Powiązane wpisy

  • Michał Kidziński

    Często chyba wydaje nam się, że musimy mieć albo że mamy kontrolę nad wszystkim. Okazuje się jednak, że tak nie jest co ja akurat zrozumiałem dzięki Joe Vitale (u Ciebie było to John C. Parkin).

    Chodzi mi o to, że tak naprawdę nie wiemy prawie nic z tego co dzieje się wokół nas (mówię tutaj o porównaniu świadomości z podświadomością) i dlatego odpuszczenie sobie w sensie „nie mam zamiaru próbować kontrolować wszystkiego i wszystkich” jest po prostu zdrowie 🙂

    Dlaczego zdrowe?

    Próby kontrolowania wszystkiego w świadomy sposób to w moim odczuciu „jazda na maksymalnych obrotach” a ta bez żadnego odpoczynku kończy się „przegrzaniem silnika”. Stąd właśnie owe odpuszczenie sobie (choćby 10 minutowa przerwa) jest zdrowe.

    • No dokładnie. 🙂

      To, nad czym jednak zawsze mamy kontrolę – to samopoczucie. Więc wystarczy coś pieprzyć.
      I znowu jest dobrze.

      Dziękuję za komentarz. 🙂

2016 Wszelkie prawa zastrzeżone
Projekt i wykonanie: SalesMiles.pl