Wczoraj mówiłeś „Dzisiaj”

Najlepiej widać i czuć to podczas takich momentów, jak ten. Święta, okazje, coś, co dzieje się co roku w pozornie taki sam sposób zawsze daje do myślenia. Nie zmieniają się ludzie, miejsca, rytuały. Wracamy w takich samych ekipach do tych samych stołów, i niby wszystko jest tak samo, tylko wystroje są inne. A jednak coś ulega zmianie – upływa czas. I zawsze pojawia się to pytanie: jak go wykorzystałam?

 

Nic w życiu tak mnie nie wyprowadza z równowagi jak niemoc. Nie niemoc spowodowana chorobą, systemem, wojną czy oprawcą. Nie taka, która założona jest nam odgórnie, z którą chcemy walczyć i walczymy z całych sił, bo człowiek jest stworzony do pełnego, szczęśliwego życia – ale nic to nie daje. Najgorsza jest niemoc, którą nakładamy w swojej własnej głowie. Sami sobie.

 

Zadając sobie pytania: a co, jeśli nie wyjdzie? jeśli coś się stanie? zostanę oceniony? wyjdę na głupca/nieuka/niepotrzebne skreślić – stajemy się mistrzami w obcinaniu sami sobie skrzydeł. Najgorsze, że sami trzymamy w dłoniach wielkie nożyczki i udajemy, że ich obcinanie wcale nie boi i cierpimy dla cnoty, jaką jest piękno cierpienia, kurde mać.

 

I tak zadajemy sobie te pytania cały czas. Wzór się powtarza, jak w kalejdoskopie miesiącami, latami, dekadami. A my wciąż w stoimy w miejscu. Nigdy nie ryzykując, nie czując życia przepływającego w żyłach, pięknych chwil, czegoś, co sami stworzyliśmy i teraz dajemy innym. I czas mija.

 

Czy istnieje? Nie wiem. Moim zdaniem to iluzja. To nie kontinuum, tak jak odbierają to nasze zmysły – raczej zdarzenia, klatki zdjęciowe, jedna za drugą jak perełki nanizane na nitkę – wszystkie są w tym samym momencie: co tłumaczyłoby podróże w czasie oraz postrzeganie czasu znane z wielu źródeł religijnych. (Więcej o czasie mojego autorstwa przeczytacie w tym artykule o oryginalnym tytule: „Jeśli nie masz czasu to może dlatego, że on nie istnieje?”)

 

Ale wciąż jednak, odbieramy bardzo silnie brak czasu, kiedy po prostu fizycznie nie jesteśmy w stanie zmieścić więcej akcji w danym momencie. Kiedy coś zabiera konkretną ilość godzin, minut, czy sekund i nie da po prostu zwyczajnie rady więcej wyrobić. Wtedy nie masz czasu, nie wiesz, zarobiony jesteś.

 

A czas mija, jednak mija. I za rok znowu będą Święta Wielkanocne, znowu usiądziemy w tym samym miejscu, tym samym stole: a ja zadam sobie pytanie – co ja osiągnęłam, co zmieniłam, ile dałam, co udało mi się polepszyć w tym świecie? I jeśli odpowiedź będzie niesatysfakcjonująca dla mnie, będę udawać, że mnie to nie rusza, ale rusza i boli. Dlatego chcę działać i działam, by mieć poczucie, że coś zmieniam – przynajmniej najpierw w swoim życiu, by dawać przykład innym.

 

I zgadnij co – czas przeminie tak, czy siak – czy ty coś zrobisz, czy nie zrobisz. Czy zrobisz coś, czego się boisz, czy nie zrobisz. Czy przestaniesz sobie ucinać skrzydła, czy nie. Czy stawisz czoła swoim strachom, czy nie. I znowu usiądziemy do stołu wielkanocnego, a ty możesz nadal mieć uczucie, że nic się nie wydarzyło, chociaż tyle czasu minęło. Tak się dzieje, bo ty nadal boisz się tak samo dużo. Czas to skończyć.

 

Podobno istnieje pewien fenomen na Ziemi – uczucie towarzyszące wielu osobom. Ten fenomen to wrażenie, że czas upływa coraz szybciej. Prawdopodobnie chodzi o przyspieszającą świadomość, o ile może ona przyspieszać. Nie zagłębiałam się w ten temat, ale może ty zechcesz. To, co ważne, to to, że czasu nigdy nie będzie więcej, niż masz teraz.

 

Istnieje iluzja, która bardzo często rządzi naszym życiem. Ta iluzja mówi, że kiedyś nadejdzie czas, w którym będziemy jacyś więc będziemy mogli robić coś. Kiedyś, pewnego dnia. To kłamstwo, które krzyczy: poczekaj, poczekaj, kiedyś staniesz się bardziej pewny siebie, mądrzejszy, lepszy i wtedy będziesz mógł działać. Podczas kiedy jest dokładnie na odwrót. Bo „pewnego dnia” to żaden dzień w kalendarzu.

 

Jak możemy mówić, że nie potrafimy czegoś zrobić robiąc to raz albo w ogóle nawet nie próbując? Szukamy umiejętności i uczucia jakie ma ktoś nieświadomie kompetentny zanim zaczniemy nawet działać. To absurd. To wcale nie jest tak, że najpierw musi upłynąć czas, by zmieniła się nasza kompetencja. Przeczytanie tego zdania uświadamia, jak bardzo nielogiczni jesteśmy. A jednak tak działamy. Nasza kompetencja rozwinie się tylko w efekcie upływu czasu spędzonego na wykonywaniu tej czynności, a za nią pójdzie uczucie i pewność siebie.

 

W jednym z moich ulubionych przemówień TED „Pełna moc odwagi” Jacek Walkiewicz opowiada historię kogoś, kto w podeszłym wieku postanawia zrobić doktorat i wszyscy mówią mu: hej, ale słuchaj, jak obronisz ten doktorat to ty będziesz mieć 64 lata! – a on odpowiada: no, a jak nie obronię, to też będę miał 64 lata!

 

(Kiedyś spotkam Jacka i osobiście mu podziękuję mu za te wystąpienia.)

edit: Pana Jacka spotkałam tydzień po tym wpisie – więcej na moim FB.

 

Nieważne czy coś zrobisz teraz, dzisiaj. Nieważne. Czas minie. Nic wielkiego się nie wydarzy przez następny rok. Z największym prawdopodobieństwem: nie umrzesz, nikt nie napadnie cię w nocy, żadna plaga nie nawiedzi twojego życia. Zapewniam, będziesz czuć się podobnie, będziesz mieć podobne życie w wielu aspektach. W środku nadal będziesz takim samym sobą.

 

Bo za rok znowu będą Święta, ale jeśli pomyślisz: „jak ten czas szybko leci, co u mnie? a nic, po staremu” to to, co będzie najgorsze to to, że jest po staremu, bo przez cały miniony czas bałeś się nowego i nie kiwnąłeś palcem, by to zmienić.

 

Powiązane wpisy

2016 Wszelkie prawa zastrzeżone
Projekt i wykonanie: SalesMiles.pl