6

Mały Paraliżujący Strach na Wielkiej Rafie Koralowej cz. II

Długie, grube sznury obrośnięte czymś, co może powstać tylko w trakcie długiego pobytu pod wodą prowadziły wgłąb… nicości. Było nieskończenie cicho, nawet w głowie, która przestała produkować najgorsze scenariusze, jak to wszystko może się skończyć. Strach zmienił się w euforię: „ja żyję, ja oddycham, ja nurkuję”. Powoli z mroków otchłani wyłaniał się piękny, podwodny świat Wielkiej Rafy Koralowej u wschodniego wybrzeża Australii.

 

Jak to się wszystko zaczęło? Cz. I. 

Niestety, nie da się tego opisać. Ale ja spróbuję. Chwilę po tym jak pokonałam swój paniczny strach oddychania pod wodą zaczęliśmy zanużać się coraz głębiej. Platforma, przy której uczyliśmy się nurkować miała ogromne ułatwienia dla takich amatorów, jak my. Schodząc w dół trzymaliśmy się grubych lin, które prowadziły do kolejnych platform pod wodą, na których można było „przystanąć”. Ułatwiało to o tyle sprawę, że mogłam na siłę sama siebie wciskać głębiej pod wodę i powoli przystosowywać się do zwiększającego ciśnienia.

 

Wycieczka wgłąb… siebie

 

Myślałam, że to będzie bolało. Miałam wrażenie, że zmiana ciśnienia może naprawdę sprawiać dyskomfort, tymczasem wyrównując je co chwilę wcale nie miało się uczucia bólu. Chociaż cały czas czułam się fizycznie spanikowana i zestresowana tym, że oddycham i jeśli tylko puszczę rurkę z ust – po protu się uduszę – było coraz łatwiej przyzwyczaić się do odpowiedniego poruszania oraz wyczucia swojego ciała obciążonego butlą i kamieniami przy talii.

 

Odczuwałam coraz większy spokój i jeszcze większą satysfakcję. Ostatnią platformę opuściliśmy we trójkę: ja, Natalia (więcej zdjęć i szalonych opisów bez ogródek u niej), i jakiś trzeci mężczyzna. Był z nami również czwarty ochotnik, ale został na powierzchni, co nie ukrywam – dodało mi pewności siebie (ja dałam radę, a on, chociaż starszy i facet – nie). Był też z nami nasz zabawny, grubaśny instruktor, który kierował całą ekspedycją wgłąb oceanu lekkimi ruchami dłoni, których nauczył nas jeszcze na powierzchni.

 

Moment, w którym grube sznury zamiast wertykalnie w dół, zaczęły schodzić po ukosie wgłąb otchłani pamiętam najbardziej. Paradoksalnie cały czas byliśmy pod wodą, ale wtedy były pod nogami platformy albo chociaż perspektywa powierzchni kilkanaście metrów nad głową. Teraz otaczała nas już tylko mętna woda, a inni nurkowe i reszta „znanego” świat była ledwo dostrzegalna gdzieś w tyle. Mogliśmy polegać już tylko  i wyłącznie na sobie.

 

Kiedy zaczęliśmy płynąć wgłąb, wzdłuż lin prowadzących w kierunku kolorowej rafy poczułam wolność i niesamowite odprężenie. Chyba właśnie wtedy odpuściłam. Uczucie, którego nie da się opisać.

 

To wrażenie trochę podobne do medytacji. Znajdujesz się w zupełnie innym świecie. Nie ma żadnego dźwięku, jesteś odcięty od dynamiki świata. Wszystko jest powolne i Twoje myśli również ustają. Po prostu jesteś tutaj i teraz. Przestaje istnieć czas, a przestrzeń możesz przebywać lekkimi ruchami płetw, dzięki którym w każdej chwili mogłeś znaleźć się w dowolnym miejscu – prawie, jakbyś latał.

 

Na kolanach na dnie oceanu

 

Byłam zachwycona, zszokowana, podekscytowana i szczęśliwa. Przełamałam strach i zdawało się, że zostawiłam cały świat w tyle. A to, co było przed nami zapierało dech w piersiach, którego przy okazji wspominając nie mogłam wstrzymać ani na chwilę  (podstawowa zasada – nie przestawaj ani na chwilę oddychać pod wodą – śmiesznie, nie?). Przestały też mnie irytować bąbelki powietrza wypuszczane przy wydechu i nauczyłam się wreszcie sterować własnym ciałem.

 

Trzymaliśmy się wszyscy za ręce – co było dosyć romantyczne i słodkie – szczególnie w obliczu tego, co za chwilę zrobiliśmy. Grubaśny instruktor pociągnął nas w dół i pokazał dwoma palcami, coś co każdy z nas odczytał jako „uklęknij”. Więc uklęknęłam na dnie Oceanu Spokojnego. I byłam właśnie taka, jak on. Całkowicie spokojna. I zachwycona wielkim czymś, co leżało przed nami.

 

Była to ogromna muszla o wysokości kilkudziesięciu centymetrów, wypełniona w środku… żywym ciałem. Grubasek pokazał, że możemy pogłaskać ciało zwierza i zobaczymy, co się stanie. Dotknęłam wnętrza muszli a on jakby poczuł się pogilgotany skurczył się lekko i mocniej zamknął. Powierzchnia jego wnętrza była miękka i przyjemna w dotyku. To było piękne: zobaczyć reakcję istoty, która de facto nie wyglądała nawet na ożywioną. Uśmiechnęłam się do siebie na widok doskonałości podwodnego świata.

 

Chwilę później podpłynęliśmy do korala, którego mieliśmy nie dotykać. Nie wszystko, a właściwie nawet większość z tego, co znajdowała się przy dnie miało pozostać nienaruszone. Niestety nie widzieliśmy żadnego rekina, żółwia, czy płaszczki, ale świadomość, że gdzieśtam są była wystarczająca. Pływały one na około z pewnością, bo później widzieliśmy je z małej łódki, pod pokładem której oglądało się ocean w mniej emocjonujący sposób. Nie obyło też się bez dotknięcia lekko parzącego ukwiału, pomiędzy mackami którego wesoło śmigały błazenki, czyli znane wszystkim rybki nemo.

 

Doświadczenie do kolekcji

 

Świat podwodny jest naprawdę cudowny, szczególnie dlatego, że rządzi się zupełnie innymi prawami a twój umysł zanużając się w niego zmienia swój stan – przestajesz myśleć i jedynie odczuwasz niesłabnący zachwyt nad tym, co cię otacza. Uznaję nurkowanie na Wielkiej Rafie Koralowej za jedno z najpiękniejszych doświadczeń w życiu, które chociaż może nie do końca łatwe a już na pewno nie tanie – jest absolutnie warte przeżycia. Przysięgam, warto stawić czoła strachowi oraz wydatkowi, który naprawdę nie jest aż tak zły w stosunku do doświadczenia, które jest bezcenne.

 

Z wody wynurzaliśmy się również powoli kompletnie bez problemu wchodząc coraz wyżej po platformach na powierzchnię. Okazało się, że wszystko zajęło jakieś 40 minut, chociaż wydawało nam się, że trwało to tylko kilka minut. Kiedy wystawiłam głowę nad wodę, wyjęłam rurkę z ust i zdjęłam google z oczu zaczęłam skakać (chociaż miałam kilkukilogramowe obciążniki, płetwy i nadal butlę z powietrzem na plecach) krzycząc: przeżyłam, przeżyłam przeżyłam, aaa! Nigdy nie zapomnę tego uczucia.

 

DSC_5081

Szczęśliwa, że przeżyła. A w tle inni, bawiący się w snorkeling w wodzie, w której przed chwilą byłyśmy nurkować.


2016 Wszelkie prawa zastrzeżone
Projekt i wykonanie: SalesMiles.pl