Feedback, Czyli Sztuka Bycia Opierdzielonym

Ręka w górę, kto kocha dostawać po głowie. Nikt? To dobrze, w przeciwnym razie zakrawałoby to na lekką patologię. To normalne, że uciekamy przed byciem zruganym. Niestety albo stety dorosłe lub inaczej: dojrzałe życie wymaga od nas czasem by z klatą wysuniętą do przodu, oczami wbitymi w oczy oprawcy  i zaciśniętymi zębami usłyszeć, że coś lekko mówiąc zepsuliśmy. I tutaj zaczyna się nasza rozwojowa zabawa.

 

Szczerze? Nie wiem kiedy feedback zastąpił „zwrócenie uwagi” czy „ochrzan”. Pewnie było to mniej więcej wtedy, kiedy w Polsce narodził się tak zwany rozwój osobisty, którego zainteresowaniem szczycę się we wszystkich notkach o sobie. Samą siebie również postrzegam jako rozwojowca. Pani, ale ja nie wiem kto to jest. Już tłumaczę.

 

To ktoś, kto poszerza swoją strefę komfortu i jak widzi, że coś w głowie mówi: nieeee, nie dasz rady – to wtedy właśnie po to sięga. Tak jak w tej anegdocie: puka odwaga do drzwi z napisem strach. Otwiera – a tam nic nie ma.

 

Dlatego bywa, że podejmuję się często tych mniej lub bardziej ekstremalnych wyzwań, ale obserwując, w jaką stronę zmierza to wszystko w ogóle często wydaje mi się, że to nie o to chodzi. Co z tego bowiem, że ktoś umie skoczyć ze spadochronem albo wystąpić przed stówką ciekawych osób a nie umie zwyczajnie pogadać z kimś o czym, co go trapi, poukładać relacji z drugą połówką, być miłym dla swoich podwładnych albo w końcu przyjąć tak zwanego feedbacku.

 

Nikt z nas nie lubi słyszeć, że ktoś coś do niego ma. I z pewnością nie słyszymy też na co dzień aż tak wielu uwag. Dlaczego? Jak się okazuje sami nie chcemy również innym cisnąć, bo nie jest to przyjemne również a może przede wszystkim dla nas samych. Mówienie, że coś nie bangla często powoduje u nas podobną przykrość jak u osoby, która wysłuchuje żalów.

 

Na szczęście tak jak wszystkiego – otrzymywania feedbacku, czyli po prostu informacji zwrotnej można się nauczyć. Można się  nauczyć słuchać o sobie niepochlebnych rzeczy. Można przyzwyczaić się do tego, że czasami coś jest nie tak. Generalnie można zaakceptować, że czasami popełniamy błędy a w oczach innych nigdy nie staniemy się idealni. Możemy zmienić w końcu swoje podejście do tego procesu: to ma służyć polepszeniu, a nie pogrążeniu.

 

Jak ogarniesz, że ktoś wyraża swoje zdanie nie dlatego, że chce ci zrobić krzywdę, na złość albo po to, by się wyżyć tylko jest kimś dokładnie takim jak ty – kimś, kto mówi coś, bo chce to zmienić i zwracając uwagę nie hejtuje całej twojej osoby a jakieś zachowanie – łatwiej jest przyjąć każdą ilość słów średnio pochlebnych, ale za to szczerych i wartościowych nie tylko dla ciebie ale również dla waszej relacji.

 

Przyjmowanie feedbacku przewrotnie uczy nas miłości do samych siebie. Poważnie. Tej takiej prawdziwej. Bardzo nie lubimy odpowiadać sobie na pytanie, czy samych siebie kochamy ale to właśnie w ogniu krytyki możemy zobaczyć, czy naprawdę tak jest. A jeśli bardzo mocno boli cię zdanie wyrażone przez kogoś innego na twój temat to znaczy, że masz w sobie wciąż brak pewności, czy jesteś bezwarunkowo wartościowy. I to również jest pewna informacja zwrotna. Na szczęście nad poczuciem własnej wartości można pracować tak samo jak nad mięśniami na siłce. I jest to wbrew pozorom bardzo proste.

 

Osobiście jestem zaskoczona jak niesamowitą wartość spajającą ma wyrażenie wszystkiego, co leży na wątrobie. Jestem raczej osobą, która z tak wielką namiętnością skupia się na pozytywach, że praktycznie zawsze pomija pierdoły, które mogą zburzyć moje szczęście. Czasami jest jednak tak, że coś po prostu nie może być pominięte. Niektórych głupich detali nie umiemy po prostu olać. I wtedy wypowiedzenie tego, co boli okazuje się terapią lepszą niż kozetka u psychologa albo sesja coachingowa u Grzesiaka.

 

Jestem w szoku – bo nawiązuję do sytuacji, której szczegółów opisać nie chcę – ale do której chcę się odnieść, jak wspaniale opowiedzenie sobie wszystkiego, co jest nie tak może wpłynąć na zespół ludzi, którzy prosto w twarz potrafią sobie powiedzieć, co i kiedy było nie tak. Jestem zachwycona tym, jak dojrzale zachowaliśmy się rozmawiając i zajebiście wykroczyliśmy poza jakikolwiek komfort słuchając samych negatywów na swój temat – bez urazy, po prostu w celach polepszenia i oczyszczenia sytuacji.

 

Jestem też zadowolona z siebie, bo mogę z ręką na sercu przyznać, że umiem przyjąć coś, co ktoś na mój temat sądzi niefajnego i przeprosić oraz nie czuć przy tym ani grama nienawiści, złości, strachu czy winy. Wiem, że to wynik mojej pracy nad sobą. Aby przyjmować feedback trzeba być dojrzałym. Żeby go dawać, tak by poprawiał a nie pogrążał – może bardziej.

 

Umiejętność przyjmowania feedbacku potrzebna jest każdemu z nas, nawet jeśli udziela nam go nam nasz kumpel, która po wypiciu czterech piw mówiąc wprost drze ryja. No cóż, nie każdy ma tak wysoką inteligencję emocjonalną, ale to od nas zależy, czy zobaczymy w tym możliwość do poprawy i polepszenia relacji czy okazję do dania sobie po mordzie.

 

Jeśli chcesz być rozwojowcem albo po prostu dojrzałym osobnikiem – naucz się dostawać po głowie. Kołki, które ktoś ci na niej ciosa wcale nie mają ciebie zniszczyć a lepiej wyrzeźbić. A potem najlepiej przestań przejmować się opinią innych tak, by jak ktoś powie: plotkowali o tobie – ty odrzekniesz mimochodem: tak? a co tam ciekawego u mnie słychać? Po czym radzę sięgnąć po chipsy i wygodnie rozsiąść w fotelu, bo fajnie patrzy się jak miny wszystkich, którzy chcieli zobaczyć cię smutnym zrzedną w obliczu twojej pewności siebie.

Powiązane wpisy

  • Po pierwsze: genialny tytuł posta – to on mnie tu przyciągnął. Po drugie: ciekawa perspektywa przyjmowania feedbacku, czyli sztuka bycia opierdzielonym. I po trzecie: będę Cię częściej odwiedzać, bo bardzo podoba mi się Twój luźny styl pisania.
    Pozdrawiam 😉

    • Dziękuję bardzo! W tym tygodniu planuję kolejny wpis ale jeszcze nie powiem o czym 🙂

      Również pozdrawiam!
      Andżelika

2016 Wszelkie prawa zastrzeżone
Projekt i wykonanie: SalesMiles.pl