ja

4 Powody, Dla Których Zakochałam Się W Australii

Podobno miłość jest ślepa a krew nie woda. Moja została wzburzona krótką, acz intensywną znajomością z kontynentem Down Under. Przecież aby się zakochać nie potrzeba znać się latami. Mi wystarczyły dwa tygodnie, by dowiedzieć się dlaczego dla wielu ludzi to Australia jest rajem na Ziemi. I nigdy nie zapomnieć tego, co tam przeżyłam.

 

No dobra. Nawet dla najbardziej zaprawionych podróżników Australia pozostaje często białą plamą na mapie ich życiowych osiągnięć. Znam sporo autostopowiczów, czytam opisy wypraw, słyszałam o tych i owych wyczynach a każdy z nich powoduje ekscytację połączoną z podziwem i strachem. Sama wyjątkowo szaloną podróżniczką nie jestem. Mam na swoim koncie kilka wybryków, samotnych tripów i przygód, ale umówmy się – nie wyskoczyłam na stopa sama nad Bajkał, by zbić piątkę niedźwiedziowi polarnemu po zjedzeniu samodzielnie złowionej rybki, więc bez szału. Tym bardziej nigdy nie spodziewałam się, że w moim życiu wydarzy się coś takiego. Generalnie wydaje mi się cały czas, że to mi się przyśniło. I tylko zdjęcia, które nie są poddane przeróbce photoshopa dają mi dowód, że seryjnie to zrobiłam.

 

Ten moment, podczas którego obudziło nas słońce świecące przez małe okienko Airbusa należącego do Qatar Airways lecącym już grubo ponad 10 godzin to chwila, której nigdy nie zapomnę. To był jeden z tych momentów, które wydają się trwać wiecznie a życie po nich już nigdy nie pozostanie takie samo. To był moment, kiedy po raz pierwszy zobaczyłam pod sobą kontynent Kangurów. Nie wyglądał jakoś zaskakująco inaczej niż Polska, Anglia czy Norwegia, ale to nie o to przecież chodziło. Chodziło o samą świadomość, że to coś pod tobą to… Australia. Tak, dokładnie tak. I zaczęłyśmy piszczeć podskakując na sporych fotelach na tyle, na ile pozwoliły nam zapięte pasy w gotowości do lądowania. „Lejdis and dżentelmen, łi ar aprołczing Perf.”

 

 

Dlaczego więc ona? Ano dlatego, że…

1. Jest Po Prostu Przepiękna

 

Kojarzysz krajobraz, jaki mijasz podczas jazdy pociągiem relacji Poznań – Warszawa? Tak, nic po drodze się nie zmienia (o ile widzisz cokolwiek, bo akurat nie ma mgły). Po prostu pola, pola, pola. O! Las. I pola dalej. Podróżując po Australii nie dość, że masz ochotę wypatrzyć sobie oczy to jeszcze nie wiesz, gdzie je podziać. Mieszkając w samym Sydney przez dwa tygodnie zdążyliśmy zobaczyć klify na Marley Walk rodem z klipu z Florajdą, góry Blue Mountains oddalone o jakieś 100km od Sydney, zwiedzić kilka lansiarskich plaż jak na przykład Bondi Beach w samym Sydney, czy pustynię, która nas zaskoczyła po podróży w kierunku Wedding Cake Rock. I prawie zapomniałam o wyspie Fraser Island, która ma miliony małych słodkowodnych jeziorek, czy Whietheaven Beach w zespole Whitsunday Islands. Samo Sydney również jest niczego sobie i poza wilekomiejskimi atrybutami ma wiele zaskakujących miejscówek. U nas w Polszy góry oddalone są od morza o kawał drogi. Tam ocean je spotyka. Wystarczy ruszyć się na kilka kilometrów w każdą stronę by napotkać prawie każdy możliwy rodzaj krajobrazu. Ktoś, kto powiedział, że wygląd nie ma znaczenia musiał chyba sam być dosyć nieurodziwy. A Australia oprócz wyglądu też…

aaaaa

 

2. Ma Mega Mieszkańców

 

O mamo. Sama zastanawiam się, czy kocham to bardziej niż sam wygląd Aussie. Ludzie tam wydają się być wyluzowanymi do granic możliwości żyjąc swoim życiem, nie wtrącając się w żywot innych. Są super gościnni i bardzo przyjaźnie nastawieni. W każdym możliwym sklepiku to osoba obsługująca jest do twojej dyspozycji a ty sam nie czujesz się winny, kiedy masz jakieś zastrzeżenia lub prośby. Wspominałam już też, że możesz im zaufać? Na przykład zostawić otwarty samochód, torebkę na wierzchu w clubie albo telefon na siedzeniu w restauracji i generalnie mieć słodko gdzieś, czy ktokolwiek będzie miał ochotę na twojego i-phone`a. Ludziom to nie przeszkadza, wręcz przeciwnie – podejdą i zapytają się, czy czegoś nie zostawiłeś. Kogo obchodzi twojego auto, skoro mogą mieć swoje? Poza tym Australia jest wielokulturowym miejscem pełnym Azjatów i Europejczyków. Czasami masz wrażenie, że przeniosłeś się do centrum Tokio a tu psikus – sam środek Sydney. Nie zmienia to faktu, że nikt sobie nie przeszkadza i żyje się zaskakująco przyjemnie. Więc jakby tego było mało…

Nasz niespodziewany "host" na East Coast, o którym już za chwilę.

Nasz niespodziewany „host” na East Coast, o którym już za chwilę.

 

3. Jej Mieszkańcy Mają Rewelacyjne Podejście

 

Nooooł łoris – to powiedzonko, które podczas pobytu w Australii usłyszysz na pewno o wiele częściej niż w Polsce. Prawdę mówiąc, chyba nigdy go tu nie usłyszałam. Po prostu – zero zmartwień. Bo czym się martwić? Słońce świeci, kasa leci, ocean szumi. Ludzie w Australii mają naturalny luz, którego nie sposób poszukiwać nawet u najmłodszych Polaków. Tymczasem Australijczycy po prostu nie narzekają a nawet postawieni pod ścianą na temat tego, co sądzą o naszej nacji odpowiadają z uśmiechem: polish are sophisticated. I już. Nic więcej. Koniec, kropka.

Polskie nastawienie dyktowało nam zawsze, że coś może przecież pójść nie tak – że nie dostaniemy zwrotu pieniędzy za paliwo za campervana, czy będziemy mieć problem z innymi formalnościami. Oczywiście, nasze szczęki były na podłodze, gdy wszystko szło gładko i po prostu bez spiny: to przecież takie nienaturalne. Zresztą, najlepiej zoobrazuje to sytuacja jaką mieliśmy podczas poszukiwania campingu dla naszego Domu Na Kółkach. Właściciel jednego z pobliskich pubów powiedział nam: nie wiem, gdzie on jest i chyba jest już zamknięty – ale wiecie co? możecie zatrzymać się na moim podwórku. Oczywiście rano zrobiliśmy sobie również śniadanie w jego chacie korzystając też z toalety w sześć osób. Co on na to? No worries. Nasze miny? Bezcenne.

A to, co dodaje Australii uroku to to, że…

Kawa, Abraham w słuchawkach i to wszystko pod palmą u naszego hosta.

Kawa, Abraham w słuchawkach i to wszystko pod palmą u naszego hosta.

 

4. Jest dzika

 

Palmy. Palmy, palmy, plamy. Nie wiem, dlaczego mam takiego bzika na punkcie tych roślin ale patrzenie na nie sprawia, że czuję się jak w pocztówce z wakacji – to dlatego mam z nimi pierdyliard zdjęć. (Zaraz, przecież dokładnie w takich wakacyjnych miejscach byłam.) O cudownych krajobrazach, pięknym oceanie i wybrzeżu East Coast można by napisać książkę. No dobra, żarcik. W jednej by się nie zmieściło. Wystarczy jedynie wspomnieć: wodę, do której wchodzisz po pas i wciąż widzisz doskonale całe swoje ciało, bo jest czystsza niż w basenie na Termach Maltańskich; temperaturę, którą kocha moje ciało ponad wszystko inne; dzikie ptaki latające nad głowami, które wcześniej widziałam tylko w zoo (sydneyowski gołąb to po prostu papuga – tak, taka kolorowa z pióropuszem na główce).

 

Czujesz się jak w dżungli, chociaż wciąż jesteś w mieście – wszystko na około ciebie żyje i przyjemnie trajkocze w tle. Węże? Krokodyle? Pająki? Chyba tak, ale sama nigdy żadnego nie widziałam. Możesz je zobaczyć w rezerwatach, ale podobno spora ich część otacza Australijczyków na co dzień. Ah, no i najważniejsze – kangury! Tak, jest ich mnóstwo i mogą zrobić nawet krzywdę, ale twojemu samochodowi, bo mają dziwny odruch wyskakiwaniu pod koła kiedy tylko zrobi się ciemno a one zobaczą światła samochodu. I o mały włos zapomniałabym o Wielkiej Rafie Koralowej.

 

Poza tym nic nie potrafi oddać poranków, kiedy wychodząc przed dom (czyt. naszego campera) mogłam na boso polecieć na plażę pomedytować nad oceanem. Po prostu nic.

ffh

Wychodzisz z łóżka i wchodzisz do oceanu. Albo na plażę się porozciągać. Mia-zga.

 

Mój romans z australijskim lądem trwał chwilę ale wiem, że dopiero początek. Podobno jak trafi swój na swego to wołami ich nie da się odciągnąć. A to jest miłość od pierwszego wejrzenia. Już teraz planuję naszą wspólną przyszłość. I chociaż jest to związek na odległość – wiem, że jak kocham to poczekam. A jest na co.

12072534_1102254413132958_2187871573520443043_n

  • Magdalena Siwerska

    tekst pochłonęłam ot tak! i zazdroszczę! bardzo pozytywnie zazdroszczę! spełniasz moje marzenia, dziewczyno. ale to dobrze… inspiruj to może wreszcie i sama się zbiorę, żeby tam postawić swoją stopę. pozdrawiam i… no zazdroszczę! : )

    ps też coś tam próbuję robić, ale póki co w Europie. jak znajdziesz chwilę to zapraszam na efektkontrastu.pl

    • Trzymam kciuki i dziękuję!
      Jeśli ja mogłam to znaczy ze naprawdę każdy może 😀 tylko trzeba być odważnym i otwartym na możliwości! Podążam za inspiracją innych 😀 i juz patrze na bloga. :)

2016 Wszelkie prawa zastrzeżone
Projekt i wykonanie: SalesMiles.pl