Bez tytułu

Jak Przyciągnęłam Dwa Darmowe Bilety do Londynu na Abraham-Hicks

Prawo przyciągania mówi, że podobne przyciąga podobne. Wielu ludzi uważa, że nie ma czegoś takiego jak magiczna lampa, którą pocierając dostaniesz to, czego chcesz. Pozwól, że podważę to przekonanie tą historią. Nie musisz w to uwierzyć. Tylko otwórz swój umysł. Bez tego twój mózg może eksplodować ze zdziwienia, zanim dobrniesz do końca.

Ilu ludzi tyle społeczności. Przyglądając się światu doszłam do wniosku, że każda osoba, która ma ogromną pasję i znalazła innych, którzy tę pasję podzielają w podobnym stopniu nagle zaczyna zachowywać się zupełnie inaczej, kiedy jest w ich pobliżu. Staje się dziko szczęśliwa, ma mnóstwo energii. Czuje, że odnalazła swoje plemię.

 

Osobiście bardzo długo myślałam, że jestem sama ze swoimi szalonymi zainteresowaniami. Czułam się jak samotna wyspa, którą ludzie z wielkiego kontynentu mainstream-owych przekonań wytykają palcami czasami wysyłając wycieczki aby zaklasyfikować ją w przewodniku do zakładki „nie do wiary!”.

 

Kiedy jednak znalazłam ludzi rozwojowych, podobnie wierzących w to, że kreujemy własną rzeczywistość, tak samo otwartych i chcących coś zrobić ze swoim życiem lub już ze zmianą swojego przeznaczenia na własnym koncie wiedziałam, że odnalazłam własne plemię. Szczególnie wtedy kiedy poznałam innych ludzi podobnie jak ja wyznających filozofię Abraham`a-Hicks.

 

Dla ludzi stojących z boku każdy będący w swojej „sekcie” jest kimś szalonym, nienormalnym, zachowuje się nieracjonalnie. Przecież cieszy się non-stop, ma mnóstwo energii i nagle czuje, że żyje – a to takie dziwne. Kibic znajduje innych kibiców, katolik innych katolików, tancerz innych tancerzy. A ja – swoich Abraham`stersów. I wtedy dla kogoś pozbawionego własnej grupy tego typu zapaleniec staje się kimś dziwnym, bo zajaranym jakąś ideą do granic możliwości – i tak kibic zaczyna być kibolem, katolik – katolem a ja czarownicą, gdybym żyła siedemset lat temu.

 

W momencie, w którym jednak znajdujesz tych ludzi wszystko się zmienia a ciebie nie do końca obchodzi jak to wygląda na zewnątrz. I przestaje ciebie obchodzić co ogół społeczeństwa w swojej ignorancji i braku inteligencji emocjonalnej zaczyna czuć w stosunku do tego, jak siebie wyrażasz.


Historia przyciągnięcia biletu – a nawet dwóch

 

Ale do brzegu. W lutym 2014 roku dowiedziałam się, że Abraham-Hicks, mój absolutnie najbardziej mnie pasjonujący channeling przyleci do Europy do Londynu, aby przeprowadzić spotkanie. Esther, która channeluje istoty nazywające same siebie Abrahamem nigdy praktycznie się w Europie nie pojawia więc poczułam, że jest to możliwość aby wreszcie spotkać się oko w oko z osobą, której nauczania zamieniły moje życie w największą przygodę życia wykraczającą poza wszelkie wyobrażenia. I osobiście podziękować jej/im za to.

 

Miałam na swoim koncie bardzo dużo małych i kilka sporych sukcesów w zakresie świadomego kreowania własnej rzeczywistości. Jak to robić na co dzień będę dokładniej opisywać w kolejnych wpisach.

 

Lot do Londynu jak najbardziej znajdowało się w zakresie spraw, w które mogłam szybko uwierzyć. Był tylko jeden problem. Mały problem. O ile bilet do Londynu w obie strony to kwestia 200zł o tyle bilet na sam event kosztował około 130£ i chętnych było co najmniej mnóstwo a ja nie miałam bladego pojęcia skąd wytrzasnę tyle pieniędzy na za dwa dni. Doskonale wiedziałam, że bilety rozejdą się lepiej niż świeże bułeczki w promocji z kawą gratis.

 

Byłam jednak uparta. Jak tylko dowiedziałam się o całej akcji zapisałam się do grupy ludzi na Facebook`u, którzy również się tam wybierali. Stworzyłam folder na pulpicie, który zbierał wszystkie potrzebne rzeczy, aby się tam dostać. Wrzuciłam tam zdjęcia samolotu, biletu, pieniędzy. Napisałam nawet sama dla siebie bilet z moim imieniem i nazwiskiem i włożyłam do portfela.

 

Ludzie pytali się, kto na pewno leci. Pisałam – że ja z pewnością. Poznałam mnóstwo ludzi, którzy tak jak ja – byli zakochani w nauczaniach Abraham-Hicks. Pomyślałam, że to będzie cudowna historia: udowodnić, że to co, Abraham mówi (czyli, że możesz mieć wszystko, co sobie wyobrazisz) jest prawdą manifestując, przyciągając właśnie bilet na wydarzenie, na którym właśnie to jest głoszone.

To była zwykła sobota

 

A ja zwyczajnie wstałam o wiele później niż na co dzień i zaczęłam podwyższać swoje wibracje (czyli czuć się lepiej i lepiej), jak tylko dowiedziałam się o tej niesamowitej okazji. Tak poza tym poszłam do kina z moim młodszym braciszkiem, zajmowałam się rodzinnymi sprawami – jak to zwykle bywa, kiedy wraca się na weekend do domu. Nic specjalnego.

 

Jedyna rzecz, która była inaczej to fakt, że wciąż miałam w głowie wizję siebie lecącej do Londynu. Ustawiłam na swojej komputerowej tapecie salę z punktu widzenia osoby siedzącej na miejscu słuchacza. Wchodziłam w wibrację bycia tam z lekkością i wielką pasją.

 

Chodziłam więc po moim rodzinnym miasteczku załatwiając zwyczajne sprawy wizualizując miękkość foteli na wielkiej sali, uczucie samolotu podrywającego się lotu, moje spotkanie na lotnisku z innymi fanami Abrahama, zastanawiając się jakie ubrania jakie założę na ten wyjątkowy dzień.

 

Instant Manifestacja

 

Kiedy wróciłam do domu w porze obiadowej spotkałam swoją własną ciocię, która jak to zazwyczaj po zakupach postanowiła pokazać mi zakupowe nabytki. Moja rodzina kompletnie nie wiedziała co się właśnie wydarzyło, kiedy moja chrzestna wyjmując nową koszulkę pokazała mi top z… wielkim nadrukiem Londynu. Zaczęłam tak skakać z radości, jakbym wygrała na loterii. Ciocia widząc moje zadowolenie oddała mi ten top i przy okazji już wiedziałam w co się mogę ubrać.

10151976_763073627051040_1226870311_n

Chwilę po dostaniu koszulki!

Nadal jednak nie miałam biletu.

To nie zmieniło faktu mojej euforii, kiedy dzieliłam się tą manifestacją z innymi uczestnikami na forum Facebook`a. Tak właśnie upłynął mi cały dzień – na zwyczajnych domowych sprawach oraz wizji mnie w Londynie gdzieś w tle tego normalnego sobotniego popołudnia. Wieczorem postanowiłam zrelaksować się. Pomyślałam, że właściwie zasługuję na odpuszczenie. Czułam się już lekko zmęczona mentalnie, więc urządziłam sobie miłą kąpiel.

Kiedy wróciłam do laptopa odezwał się do mnie jeden z uczestników warsztatu, który już wcześniej zagadywał mnie w tych sprawach.

Odpuść a będzie ci dane

 

Nawiązaliśmy miłą więź, ale nic mu nie wspominałam o tym, że na razie nie mam pomysłu na zdobycie biletu. Pomyślcie, co mogłam poczuć, kiedy ni z gruszki ni z pietruszki napisał coś takiego:

Bez tytułu

( PL : „Andzelika, bilety na Abrahama zaczynają być sprzedawane w południe w poniedziałek czasu angieskiego (tutaj teraz mamy 18:16), jeśli nie masz pieniędzy, po prostu powiedz mi a ja kupię tobie bilet jako prezent, ale proszę – nie dziękuj mi – jestem tylko facetem, który dostarcza to, o co poprosiłaś Wszechświat…”)

 

Chyba możecie sobie wyobrazić, co wtedy czułam! I błagam powiedzcie mi teraz, że to wszystko przypadek!

Tak więc w poniedziałek rano, pierwszego dnia sprzedaży biletów na moją skrzynkę mejlową otrzymałam bilet na warsztat Abraham-Hicks w Londynie. Nie kiwając palcem lewej stopy. Nie robiąc nic. Oczywiście również nie płacąc.

To jeszcze nie koniec historii

 

Bardzo chciałam jechać tam z moją koleżanką, która również zafascynowana Abrahamem marzyła o spotkaniu z Esther. Niestety doszło do zamknięcia sprzedaży biletów i wydawało się, że sprawa jest skończona, nie jednak kiedy wierzysz w cuda. Wtedy wszystko jest możliwe, serio.

 

Kilka dni później z niewyjaśnionych względów ta sama osoba, która kupiła mi bilet oddała swój tej właśnie koleżance nie tłumacząc się zbyt wiele. Miesiąc później ustalając szczegóły naszego wyjazdu z Olą w Gdyni dowiedziałam się od niej, że… nasz ofiarodawca oddał nam również dwa miejsca w hotelu w Londynie na noc przed eventem! Nie, nie musiałam odpłacać się w żaden inny sposób. Prawdę mówiąc ten sam facet kupił mi również na Święta książkę Abrahama, która przyszła do mnie pocztą z Wielkiej Brytanii a teraz leży na półce i pachnie. Czy go kiedykolwiek spotkałam? Nie, nigdy nie widziałam go ona oczy.

 

Czy nadal uważasz, że prawo przyciągania to bzdura? Jak wyjaśnić takie zbiegi okoliczności? Czy można to podpiąć pod przypadek? Ja ze swoimi doświadczeniami właśnie tego typu – a wiedz, że to tylko jedno z wielu – uważam, że możesz uwierzyć mi w to, że kiedy piszę czy mówię o tej sile to nie gadam sobie pustych farmazonów. Ja posiadam wystarczające dowody na to by dzielić się swoim szaleństwem ze światem. A przede wszystkim na to, że sami kreujemy własną rzeczywistość!

 

Wszystko, co potrafisz sobie wyobrazić może do ciebie przyjść, jeśli tylko w to uwierzysz i umiesz odpuścić. Jeśli ja tak potrafię, to potrafi to każdy.

Jeśli czegoś bardzo pragniesz, potrafisz to zobaczyć w swojej głowie i poczuć w swoim ciele, cieszyć się tym, jakbyś już miał oraz być szczęśliwym mimo nieposiadania – uważaj, bo to, czego chcesz jest już w drodze.

 

Poczucie szczęścia może naprawdę dać tobie wszystko, czego pragniesz w idealnym czasie jeśli tylko pozwolisz energii płynąć oraz sobie na spontaniczne podążanie za największą ekscytacją. Bycie szczęśliwym naprawdę popłaca! Dlatego właśnie ten blog nazywa się tak, a nie inaczej. A ja nie przestanę pisać o przykładach działania tego w moim życiu.

 

1888552_10152726484863665_7615053086811728273_n

Ja z Olą – drugi rząd od lewej.

  • Smutna

    Woow niesamowite. Naprawdę jesteś czarownicą ;D

    • Dzięki!
      Każdy z nas jest. Mi też nie od razu to przyszło. Kwestia wiary, praktyki i pewności, że tak to funkcjonuje!

      Pozdrawiam :)

  • Michał Gaca

    Jestem w stanie uwierzyć we wszystko co piszesz, z tego względu, że nie raz przekonałem się ŻE TO DZIAŁA :)

    • Oczywiście, że tak. :)

      Pozdrawiam! 😀

2016 Wszelkie prawa zastrzeżone
Projekt i wykonanie: SalesMiles.pl