3310662_ggg

Bardzo lubię płakać

Siedzę i nic nie widzę. Ponoć łzy smutku mają inną strukturę po zamrożeniu niż łzy szczęścia. A ja siedzę i płaczę. Chociaż chwilowo jestem cholernie ślepa, nie jest mi z tym źle. Bardzo lubię płakać ze szczęścia.

 

Często w swoim życiu słyszałam: nie da się, to trudne, za drogie, za mało czasu. Jeszcze częściej wydawało mi się, że to prawda. Często widziałam, że bywa trudno, że nie ma po co się starać, nie ma po co być innym.

„Nie ryzykuj” – krzyczała głowa.

„Skacz, nie pierdol” – przypominało serce.

 

No to skakałam. W nieznane drogi europejskich autostrad, towarzystwa ludzi, którzy nauczyli mnie być samodzielną, albo całkiem dosłownie, bo na bungee. I nigdy nie pożałowałam, bo zawsze kiedy najbardziej się bałam i skakałam – byłam najszczęśliwszą osobą na świecie i wiedziałam, że odniosłam sukces. Rzeczy, które kiedyś były zapisanym zdaniem w zeszycie dzisiaj są obok mnie lub w środku ich autorki.

 

A teraz patrzysz na moje marzenie – zmaterializowane. Możesz w moje marzenie poklikać, możesz je przescrollować. Możesz je przeczytać i zostać tutaj na dłużej, bo ja nie przestanę pisać. Możesz też po prostu przejść obok, ale obiecuję, że scrollując fejsa lub jadąc metrem pewnego dnia znów na mnie napotkasz.

 

Moim marzeniem zawsze był swój własny, rewelacyjnie zaprojektowany blog. Zawsze chciałam pisać i pisałam – najpierw dla siebie, do zeszytu, potem na różne portale, blogi, do gazet. Zawsze jednak chciałam postrzegać siebie jako blogerkę, bo wiem, że moje życie jest niesamowite i chcę się dzielić tym, co sprawia, że takie właśnie się stało.

Kiedyś mnóstwo razy słyszałam, że się nie da. Że nie można. Ja chciałam udowodnić, że myślami i emocjami kreujemy własną rzeczywistość więc oto jest: moje własne, prywatne miejsce w sieci, które przyszło do mnie dokładnie tak jak zaplanowałam. Tak jak napisałam w jednym ze swoich magicznych zeszytów: „znaleźli się ludzie i okoliczności i mam swojego bloga”. No to mam.

 

Gdzie teraz jestem? W Australii. Totalny kosmos, prawda? Wygląda to tak, jakby mój tata był bankierem a mama jedną z tych korpo-woman, których tak wiele spotkałam mieszkając w Warszawie. Na szczęście jest wręcz przeciwnie. Wychowałam się w rodzinie, dla której wypad nad morze to przedsięwzięcie wymagające planowania z tygodniowym wyprzedzeniem a wejście do zwyczajnej sieciówki wiązało się nieodłącznie ze słowami „za drogo”.

Tak. Czasami nawet pada.

Tak. Czasami nawet pada.

 

Piszę „na szczęście” ponieważ nic tak nie smakuje jak satysfakcja z robienia czegoś, co większości ludziom wydaje się wydatkiem ponad miarę, którą sobie potrafią wyobrazić poprzez studentkę, córkę nauczyciela i pielęgniarki. I nic tak wspaniale nie daje kopa jak pokazanie sobie, że można a ograniczenia – szczególnie te finansowe – są tylko w głowach. To wspaniałe uczucie zmieniać przekonania na temat kasy i widzieć jak rzeczywistość dopasowuje się do nich. To jeszcze wspanialsze uczucie realizować marzenia dla samego ich realizowania.

 

Powiem jedno: pieniądze zawsze się znajdą, zarobią, pożyczą, stworzą, przyjdą. To, co za nie kupicie to papierek z nadrukowanym nazwiskiem i kilkoma miastami na różnych kontynentach, ale to, co dzięki nim przeżyjecie nie może być przekazane w żadnej walucie tego świata. Uważam więc, że warto się postarać.

 

To głupie – powiedzą jedni. To nieodpowiedzialne – pomyślą drudzy. Zróbmy to – powiedzą szaleni. I to oni coś zmienią, doświadczą więcej, stworzą. Kiedy chcesz wznieść ponad to kim jesteś musisz sięgnąć po zasoby, których możesz nie widzieć od razu. One będą pokazywać się powoli, jeden za drugim – jak metr za metrem oświetlanej drogi, kiedy jedziesz w nocy autem. Przecież nie mówisz wtedy: nie mogę wyjechać, bo nie widzę całej trasy. Najbliższe kilkanaście metrów zdecydowanie wystarcza, by zajechać nawet na koniec świata, prawda?

 

Każdy z pewnym momencie swojego życia zaczyna sobie uświadamiać, co tak naprawdę liczy się w życiu. Co jest ważne, a co mniej. Czym warto było się przejmować, a co odpuścić. Czym zdecydowanie powinniśmy kierować się w życiu, a co porzucić tam gdzie jest w myśl zasady: „jebło to, jebło – na chuj drążyć temat”. Niektórzy wpadają na to dopiero na łożu śmierci. Ja miałam okazję i przyjemność nauczyć się ciekawego podejścia do życia nie kończąc jeszcze 20. roku życia. Skutkuje ono niesamowitą satysfakcją i szczęściem, jakie codziennie odczuwam.


Nauczono nas, by stawiać czoło rzeczywistości. Mówiono: spójrz prawdzie w oczy. Ale patrzenie jej w twarz niczego nie zmienia, bo nie kreuje niczego nowego. Gdybym dalej to robiła nigdy w życiu nie poszłabym na wymarzone studia; nigdy w życiu nie byłabym tak zadowolona i pewna siebie; nigdy w życiu patrząc w lustro nie uwierzyłabym, że jestem atrakcyjna, piękna i godna uwagi. Wybacz, ale po prostu nigdy byś o mnie nie usłyszał. Internet i świat w ogóle zbyt bardzo jest przepełniony analizowaniem tego, co jest nie dostrzegając że to nic absolutnie nie zmienia. Jeśli chcesz zmiany – odwróć uwagę i skup ją gdzieś indziej.

 

Jestem w punkcie swojego życia, kiedy naprawdę czuję, że moja filozofia, która mówi: bądź szczęśliwy tu i teraz oraz myśl pozytywnie, bo wszystko to się w końcu zmanifestuje – działa. Możesz jej dotknąć czytając teraz mojego bloga, którego pragnęłam od ponad dwóch lat albo zerkając na zdjęcia pokazujące australijską wiosnę. Gdyby ktoś mi rok temu powiedział, że tak to będzie wyglądać osobiście palnęłabym go w czoło. Z kolanka. Mocno.

 

Dzisiaj siedzę i sama się tak czuję, jakbyś ktoś mnie kopnął. Ale nie tak, jak przez życie które podobno daje kopas w dupas. Przecież doskonale pamiętam, że wypowiedzenie ze stanowiska na etacie Ofiara wręczyłam Życiu bardzo dawno temu.

 

Teraz czuję się jakby ktoś mnie kopnął ale raczej tak mocno, że poszybowałam do nieba, w obłoki – trochę w nich pobujać.

 

I tutaj właśnie, w swoich własnych obłokach pozwólcie, że pozostanę. Bo nie będę się zgadzać na mierne, nudne życie, którego kiedyś doświadczałam.

Za bardzo lubię płakać ze szczęścia.

Witaj na GetHappy!

  • Bardzo mi się podoba! :)
    Pisz dalej. Świetny tekst.

  • Maciej Urmański

    Niesamowicie cieszę się, że poznaje w życiu tylu inspirujących ludzi z którymi mogę zrobić coś nowego.

    Ile razy sam słyszałem „Zacznij robić w końcu coś poważnego!” albo „Nie zarobisz na tym co robisz!” cieszę się jednak że z charakteru jestem strasznie uparty i myślałem sobie zawsze wtedy „Ja tego nie zrobię? No to patrz!”.

    I tak jestem w miejscu w którym jestem, tworząc kolejne spore projekty i to dzięki innymi dzięki takim ludziom jak Andżelika. 😀

    I ta piękna świadomość że podnosimy świat do góry i pokazujemy że nie ma rzeczy niemożliwych. :)

  • Sądzę, że szukałam takiego miejsca jak to. Tym bardziej, że zupełnie niedawno zetknęłam się z teorią prawa przyciągania.

    Pozdrawiam.

    M.

2016 Wszelkie prawa zastrzeżone
Projekt i wykonanie: SalesMiles.pl